Przyglądam się więźniom. Ubrani w płócienne pasiaki, wynędzniali, siedzą na deskach. Przerwa obiadowa. Rozlewają im w miseczki jakąś brudnawą ciecz — obiad.

Podchodzi oficer SS-man, pyta:

— Jak się nazywasz i czego chcesz od nich?

— Zosia — mówię.

SS-man patrzy na mały srebrny łańcuszek, który noszę na ręku.

— Ładny — mówi — daj mi go, to zawołam kapo. Porozmawiasz z nim. Tylko żeby kontroli nie było!

Zdejmuję łańcuszek z ręki.

Podchodzi kapo. Jest więźniem, który jest odpowiedzialny za całą swoją grupę. Policjant obozu — Konzentrationslagerpolizei. Żółta twarz, rozbiegane oczy. Ktoś odwołuje SS-mana i zostajemy sami.

— Czech — Żyd — inżynier — leśnik — Wasserman.

Wyciągam rękę.