Znów jadę do Warszawy i znów po pieniądze. Wiem, że teraz dotarłam już do odpowiednich ludzi. Tylko oni mogą mi pomóc. Ach, żeby żył, żeby tylko żył! Jak dostać większą sumę pieniędzy w ciągu tygodnia?

W Warszawie teściowa i Rakowskie są olśnione wypadkami. Robimy już plany, jak sobie razem z Jurkiem ułożymy życie. Będę pracować za nas dwoje. Przyjdzie słaby, chory, ach, żeby go już uwolnić!

Znów latanie za Fiutkowskim, znów stanie, setki telefonów do Aliny, znów długie rozmowy z Inką, co sprzedać i ile dostaniemy? Dodajemy, mnożymy, liczymy, ale suma jest ciągle przeraźliwie maleńka. Pewnego dnia spotykam się ze znajomą, ona ma kolegę w podobnej sytuacji — porozumiałyśmy się. Naturalnie, nie jestem odosobniona. Tylko że moje siostry w niedoli nie wędrują po obozach, ale siedzą spokojnie w domu, czekając na jakiegoś zbawcę. Mają one zupełnie fałszywe pojęcie o obozach i panujących tam zwyczajach. W każdym razie są o tyle w lepszym położeniu ode mnie, że mają pieniądze. Umawiamy się, że ja im pomogę zwolnić ich mężów, za to oni brakującą sumę uzupełnią. A teraz przychodzi rozum. Trzeba Niemców olśnić sumą, nie czekając, aż oni sami zaproponują. Tak, to nie kwestia targu, tu trzeba ocalić życie! Zaproponuję im taką sumę, żeby i oni mogli przekupić śmierć, żeby mogli się wzbogacić, pecunia non olet. Gardzicie Żydami, nienawidzicie ich, brzydzicie, ale nie ich pieniędzmi, bierzcie, rzucam wam, pochylcie głowy, złóżcie usta w uśmiech podzięki, bierzcie żydowskie pieniądze! Przywykliście wprawdzie brać je za nic, darmo, teraz weźmiecie je za uratowanie życia. Chociaż was wszystkich przeklinam, być może przyjdzie taka chwila, że was dwóch będę błogosławić.

Znów Lublin. Biegnę do Sienkiewicza. Tłumacz chorował, ale już dobrze się czuje i za dwa dni jadą na Majdanek. Przedstawiam im naszą sprawę, widać, jak błyszczą im oczy.

— Zrobię wszystko, co w mojej mocy — mówi i całuje mnie w rękę. O potężny, przepotężny, pieniądzu!

Na drugi dzień od rana zamieszanie. Mieszkam teraz u znajomej mojej, opatrznościowej Ukrainki, poznanej w pociągu. Jest to starsza panna. Sympatyczna, choć dziwaczka, dobrze na mnie działa. Jej filozofia życiowa, wewnętrzny spokój i ład i mnie się udzielają. Najgorsze, że i przed nią muszę wciąż kłamać i nie mogę jej o sobie powiedzieć prawdy. Chciałaby mi pomóc, ale ja niestety muszę tak manewrować, aby jej do żadnej pomocy nie dopuścić, ze zrozumiałych względów. Co dnia spaceruję z nią, robiąc drobne zakupy. Pociesza mnie.

Tego właśnie fatalnego dnia słyszę podniesione głosy w przedpokoju, ktoś z gospodarzy wrócił się do domu, ponieważ cała „Nowa Droga” jest obstawiona przez SS. Pędzą wszystkich Żydów z obozu z Lipowej na Majdanek. Po drodze do usiłujących uciekać strzelają.

Idę szybko na miasto. Na Nowej Drodze już spokój. Wszystkich już przeprowadzono.

Tylko na chodnikach krew, na jezdniach krew, morze krwi świeżej, czerwonej.

Powinnam uklęknąć i modlić się. To krew moja, moich braci.