Na mieście nikt o niczym innym nie mówi, jak o dzisiejszych porannych wypadkach. Wszystkich Żydów z obozów i placówek na terenie Lublina zabrano w ciągu nocy na Majdanek. Dziś nie wpuszczono już cywilnych robotników do obozu.
Coś niedobrego szykuje się. Jestem zdenerwowana, złamana. Cóż to być może? Nie wierzę jeszcze i sama pędzę z jednej placówki na drugą, ale wszędzie pusto. Może jakaś kontrola, może dziesiątkowanie, może segregacja.
Biegnę do tłumacza.
— Nie wiem — mówi. Wydaje mi się, że kłamie. — Jak jutro pojadę, to panią dokładnie poinformuję.
Ale nazajutrz już cały Lublin grzmi, że Żydów na Majdanku wykańczają. Nikogo tam nie wpuszczają ani nie wypuszczają, a jednak ludzie wiedzą, jak to się odbywa i jak długo będzie trwało.
Na Majdanek przyjechało specjalne Vernichtungs-Kommando (ach, to byli ci żołnierze, których widziałam wieczorem) ich zadaniem jest objeżdżanie wszystkich obozów żydowskich i w odpowiednim czasie likwidowanie ich. Cała likwidacja w ciągu kilku dni to robota koronkowa. Na to trzeba specjalnie wyszkolonych ludzi. Zwykłych zbrodniarzy SS-manów czy SA do tego użyć nie można, oni są w stanie likwidować dziennie najwyżej po kilka tysięcy ludzi. Poza tym żyli z Żydami w ciągu kilku miesięcy czy roku. Może zdarzyło się, że jeden z nich poznał lepiej jakiegoś Żyda, kilka razy z nim rozmawiał i może pomyśli przez chwilę, że to nie był zły człowiek, a taki sam jak inni, czemu go zabijać? A przecież organizacja niemiecka jest mądra, przemądra, przecież Niemcy to naród przewidujący, trzeba temu zapobiec. Zwykli mordercy, to jeszcze mało, trzeba zorganizować grupę morderców nad mordercami do kwadratu i sześcianu. Tak więc wychowali sobie Vernichtungs-Kommando. Oswobodzono już jedno z pól w ten sposób, że część więźniów unicestwiono gazówkami, a część ustawiono rzędami. Gdy pierwszy rząd kopał doły dla siebie, a następnie po zastrzeleniu w nie wpadał, to drugi rząd zakopywał trupy i kopał dla siebie doły, aby w nich z kolei lec.
W ostatniej chwili w obozie, jak i w getcie, wybuchł bunt. Dawno widocznie przyszykowane granaty spełniły swoje zadanie. Zabito kilkunastu SS-manów i starszych. Mała zemsta, kropla w morzu. Bunt zduszono. Strzelanina trwa. Bez przerwy grzmią karabiny maszynowe. Czy już teraz wszystkich wykończą?
A może, może, łudzę się, jeszcze kogoś zostawią, może jego nie zabiją? Miałam go już prawie wolnego tak blisko. Czy doprawdy w chwili, kiedy był już prawie na wolności, został zabity?
Po kilku dniach strzelanina ustała. Vernichtungs-Kommando wyjechało, aby obrobić Trawniki i Poniatów. Robotnicy cywilni znów dostali przepustki na pracę w obozie. Tłumacz w końcu pojechał do Majdanka, aby mi przynieść najgorszą wiadomość: wszystkich wykończyli. Zostawili tylko trzystu jeńców z Lipowej. Koniec29.
Znów jazda do Warszawy, tym razem po raz ostatni. Pociąg wystękuje: koniec, koniec, koniec... Łzy bezustannie płyną. Teraz cel mojego życia jest unicestwiony. Teraz i ja powinnam przestać żyć.