Cóż, czy mam im powiedzieć, że przy wczorajszej blokadzie dwie trzecie kobiet zabrali?

— Nie mogę już wytrzymać — skarży się mateczka.

— Ach, jaka z ciebie kobieta — oburza się ojciec — taki masz wspaniały schron i jeszcze ci niedobrze, iluż ludzi zazdrościłoby ci.

Wspaniały schron! Wspaniały wyczyn mojego ojca, który, gdyby nie jeszcze wspanialsza wprawa niemiecka w tropieniu ludzi, utrzymałby przy życiu kilkadziesiąt osób.

Gdy blokady stały się coraz częstsze, a wszelkie „dokumenty” okazały się bez znaczenia, ojciec postanowił zbudować schron. Nie było to takie łatwe. Przede wszystkim nikt, prócz osób zainteresowanych, nie powinien był wiedzieć o tym. Budować można było tylko nocą, a zdobycie cegieł, to też niełatwa sprawa. Ale ojciec pokonał wszystkie trudności.

W naszej piwnicy było względnie cicho, zdobył cegły, zamurował wejście, zostawiając jedynie na dole mały otwór, przez który można było wczołgać się. Przy otworze zaś zbudował coś w rodzaju szuflady z przodem z cegieł. Szufladę tę zaciągało się po wczołgnięciu ostatniej osoby do schronu. Absolutnie nie można było domyśleć się, że za jedną ze ścian piwnicy, na przestrzeni jednego do trzech metrów kwadratowych, siedzi na ławeczce z zapartym oddechem dwadzieścia kilka przerażonych osób, które w całkowitej ciemności, z bijącym sercem i szumem w głowie czekają, czekają nieskończoną ilość minut, godzin, często dni na spokój, nie wiedząc, kiedy można będzie wyjść.

Zdarzyło mi się siedzieć w tym schronie. Po czterech godzinach byłam bliska szału.

— Mamusiu, jakaś ty wymagalna, doprawdy, źle ci w takim wspaniałym schronie?

Szykujemy obiad.

— Jaki przyjemny zapach, na pewno coś doskonałego będziemy jeść.