Pilnują nas, trzymając broń w pogotowiu. Idziemy skazani na śmierć, za co? Za to, że ktoś zwariował, że kogoś opętało szaleństwo. Jak dziwnie jest kroczyć za własnym pogrzebem.
— Zimno pani? — pyta mnie ktoś.
— Będzie jej niedługo ciepło w gazówce — żartuje inny.
— Czy będą nas legitymować?
— Legitymować? Chyba na drugim świecie. Po co? Czy kandyduje pan do piekła czy do nieba?
— Część ludzi chyba zwolnią...
— Tak, zwolnią na dzień, dwa, może lepiej, żeby już raz był koniec, po co się tak męczyć?
Prowadzą nas przez Zamenhofa do Gęsiej. Ze wszystkich domów przybywają ludzie, na Gęsiej dołączają do nas wszystkich złapanych, oglądam się, ależ to pochód złożony z kilku tysięcy ludzi.
Na rikszy zajechał nasz rodzimy oprawca Szeryński, a otóż i jego adiutant Lejkin i inni „dostojnicy”. Pilnują porządku. To nasz „rząd” — prawa ręka Branda, wielkiego komendanta likwidacji getta warszawskiego, który potrafi sprawnie zorganizować wywózkę na śmierć kilkuset tysięcy ludzi. To nie byle co! Dostanie medal za zasługi. A może i naszemu Szeryńskiemu dostanie się jakieś odznaczenie, kto wie? Może podarują mu życie?
Zajeżdża auto Branda, oho! Cóż to dzisiaj za święto! Łapanka na większą skalę.