Każdego wieczoru czekamy obie z niecierpliwością na Jurka.

Nie wiem nigdy, kiedy i czy w ogóle wróci z miasta. Joasia na najmniejszy szelest wybiega na schody, a kiedy Jurek się spóźnia, siada mi na kolana, całuje i głaszcze po głowie.

— Nic martw się, zaraz przyjdzie, jeszcze pięć minut, jeszcze dziesięć.

Wreszcie kroki. Prędko wpada do mieszkania.

— Nareszcie, cały dzień szaleję z niepokoju, czy się co u was nie stało, czy jesteście żywe.

Joasia kręci się wokół niego.

— Dziękuję, Jureczku, za cukierki.

— Jakie znów cukierki?

Jurek myje ręce, a Joasia trzyma ręcznik w pogotowiu.

— Ach, nie udawaj, widziałam jak je kładłeś.