— No dobrze.
— Czekałam z nimi do wieczora, podzielimy się.
— Nie, Joasiu, to dla ciebie, zresztą, jeżeli chcesz się podzielić, to daj jeden Emie.
— Nie, nie, dla nas wszystkich.
Po kapuścianej kolacji przychodzą sąsiedzi. Rozmawiamy, skarżymy się, radzimy.
— Idź spać, Joasiu — proszę.
— Nie, nie, jeszcze trochę.
W końcu zostajemy sami i teraz w pięknej kryształowej bombonierce przynosi nam Joasia dwa cukierki, równo, sumiennie podzielone na trzy części.
— Joasiu — bronimy się — zjedz sama.
— Nie, nie, to ja was częstuję — prosi ze łzami w aksamitnych oczach — to moje przyjęcie, ja was częstuję.