Na niebie gwiazdy. Wy, tam, na drugich planetach, czy u was też panuje takie bestialstwo? Przestrzeń, nieśmiertelność, wszystkie teorie, filozofie, dobroć, prawo, mądrość — cóż za znaczenie macie dziś? Czemu nie uczono nas, że podłość i mord będą rządzić, czemu nie wychowano nas na zbójów? Czemu uczono nas miłosierdzia? Oszukano nas. Świat zatrząsł się w posadach za dotknięciem jednej jedynej ręki Hitlera. Czy takie kruche były fundamenty? Czemu świat patrzy i nie może zaradzić? Kiedyś, później? A kto nam wynagrodzi naszą mękę, cierpienia, kto nam zwróci dzieci, ojców, naszych najdroższych? Czy potężna Ameryka, która ma miliony Niemców, nie może zareagować sankcjami wobec nich? Nie znam się na polityce, ale mam zwyczajny ludzki rozum i wiem, że nie wolno zabijać i nie wolno dopuszczać do zbrodni, i nie wolno patrzeć spokojnie na mordowanie niewinnych, i to wiem, że każdy ma tylko jedno życie, i że strach przed śmiercią jest czymś potwornym.
Uciec stąd — jak?
Na niebie gwiazdy. Mały Wóz i Wielki Wóz. Pokazuję Jurkowi: żeby tak usiąść na nie i pojechać daleko?
Czy to sen, czy rzeczywistość? Miałam już takie straszne sny. Podczas tyfusu, podczas zapalenia opon mózgowych. Śniło mi się wówczas, że szukałam w nocy Jurka w lesie. Potykałam się o drzewa. Padam i nie mogę wstać, a muszę śpieszyć się. W końcu znajduję go, leży blady, skrwawiony, chcę go podnieść, ale nie mam sił, taszczę go, jest taki ciężki, wtem odwracam głowę — Niemcy. Trzymają karabiny gotowe do wystrzału, padam, słyszę huk, jeden, drugi. Żyję, myślę, żyję jeszcze, potem zapadam się w otchłań. Koniec, nic. Gdzie to było — ach, kiedy dawali mi narkozę przed operacją. Zbudziłam się, nade mną pochylone twarze najdroższych. Jak to dobrze, że to było tylko majaczenie! Teraz, może i teraz też się przebudzę?...
Boże, uczyń, aby to był tylko sen!
Siedzimy wszyscy w maleńkim pokoju; jest nas trzydzieści osób, ale coraz to przybywają nowi. Byle tylko mieć dach nad głową, aby nie leżeć na ulicy. Czekamy na kontrolę. Przeszło już kilka bloków. Coraz to nowe wiadomości. Dzieci i staruszków w ogóle nie przepuszczają, zabijają na miejscu. Wypuszczają zaledwie 10% osób. Każdy z „wolnych” otrzymuje numerek „na życie”. Za okazaniem tego numerka może wyjść z „kotła”. Przychodzą szopy składające się z kilkudziesięciu tysięcy ludzi, a wychodzi grupka złożona zaledwie z kilkuset. Tracimy nadzieję. Zresztą nic nam nie pozostaje innego, jak czekać. Odrapany pokoiczek na Wołyńskiej, które to już z rzędu nasze mieszkanie? Tym razem może to już ostatnia nasza przystań życiowa. Ulica ma wygląd mrowiska, jesteśmy w klatce, z której prawie nikt nie wyjdzie. Bez przerwy trwa kanonada. Jurek idzie do matki, długo nie przychodzi. Czuję się taka samotna w tym mrowiu ludzkim, taka bezbronna. Każdy zajęty sobą, każdy myśli o sobie w godzinę śmierci.
Już ciemno, gdzieś się pali, czerwona łuna na niebie. Jęki, krzyki. Mamo, ja chcę się obudzić!
„Jak dobrze — myślę — że rodzice są w schronie, że nie weszli do »kotła«, ale z drugiej strony, jeżeli to potrwa dłużej, umrą z głodu, z braku powietrza”.
Ktoś przynosi „pocieszającą wiadomość”: Niemcy po całej dzielnicy poza „kotłem” rozpuścili ogromną ilość psów, które tropią ludzi w kryjówkach. Zbiry wyciągają ich i zabijają. Widzę już moich rodziców. Oczy rozszerzone w przedśmiertnym strachu, widzę ich najukochańsze twarze. Stężałe, blade... Boże! Szaleję!
Dzieci, które w dzień bawiły się, nie pojmując grozy sytuacji, teraz milkną i siedzą cichutko, przytulone do rodziców. Młoda kobieta usiadła z dzieckiem na kolanach przy samym oknie. Przyglądam się jej, ach, jaka piękna! Twarz posągu, przy świetle łuny pożaru ma wygląd nieziemski. Czarne, piękne oczy, krucze włosy, upięte w węzeł na karku. Madonna. To żona Hellera15 z dzieckiem. Chłopczyk ma kilka miesięcy, przez cały dzień bawił się i gaworzył, teraz śpi. Ma tyle złota, może nawet więcej niż sam waży, ale za to nie ma prawa do życia. Kobieta wstaje, biorę od niej dziecko. Mały przytula się do mnie. Mogłabym mieć też takiego synka. Jest ciepły, mięciutki, jak delikatną ma buzię, czemu nie dają ci żyć? Cóż złego zrobiłeś, czemu przyniosłeś z sobą na świat przekleństwo?