— Idź do Branda — mówi młody człowiek do matki chłopczyka. — Idź, powinnaś to zrobić, nic na tym nie stracisz. I tak, i tak czeka was śmierć, a może da ci numerek. Przecież znał twojego męża.
— Znał — odpowiada kobieta — i kazał go pierwszego zabić.
— Ale może ciebie ochroni, jeżeli zobaczy małego.
— Nie, nie chcę. Nic nie wiem, może mój mąż był sprzedawczykiem, a może nie był taki zły, jak mówią, nie wiem. Ja w każdym razie Branda o życie dla nas prosić nie będę, zginiemy ze wszystkimi.
— Zamęczą małego w twoich oczach.
Kobieta klęka przed dzieckiem.
— Mam dwanaście pastylek luminalu16, mało dla niego?
— Mam dziesięć — mówię.
— Da mi pani? — błaga kobieta.
Tej nocy trojgu dzieciom z naszego pokoju dają środki na wieczny sen, a jednej szczęśliwej trzyletniej dziewczynce ojciec-lekarz wstrzykuje natychmiast działające lekarstwo. Trzymam małego na rękach i na moich rękach tężeje i usypia.