Po nieprzespanej nocy następuje pochmurny ranek. Na świecie ranek przynosi życie, pracę, przynosi szczęście, a u nas cóż przynosi? Nową mękę, nowe konanie.
Dziecko męczy się jeszcze, dyszy, z ust cieknie piana. Mało luminalu. Zatykam uszy, żeby nic nie słyszeć, żeby już raz przestali strzelać, każdy strzał, to śmierć, każdy strzał to jeszcze jeden trup.
Młoda kobieta o włosach przyprószonych siwizną głośno płacze.
— Cicho! — wołają ludzie — co za płacze, szczęśliwa jeszcze ma łzy, jeszcze wszystkich nie wypłakała. My już płakać nie możemy.
— Ja nie mogę otruć mojego syna, nie mogę — zawodzi — może go bardziej kocham od innych, a może jestem tchórzem, nie mogę!
— Jest jeszcze przecież druga możliwość — uspakaja ją mąż milicjant.
Tu niedaleko w „kotle” budują schron w piwnicy. Kończą go właśnie zamurowywać. Jest wprawdzie przepełniony, ale zgodzili się wziąć jeszcze jednego małego chłopca pod warunkiem, że jeżeli zapłacze, momentalnie zostanie zabity (trudno — jeżeli ma zdradzić wszystkich kryjących się!). Trzeba małego tam zaprowadzić, wpłacić część sumy, przypadającej na budowę skrytki. A co będzie dalej? Jeżeli nie będzie można wrócić do kotła po blokadach, kto schron odmuruje? Jak ludzie stamtąd wyjdą? Muszą, wchodząc do skrytki, przygotować się na to, że istnieje możliwość śmierci głodowej. A co będzie, jeżeli my zginiemy, a mały zostanie, kto będzie się nim opiekował? Więc co robić?
Czteroletni wróg Hitlera bawi się na balkonie. Teraz właśnie przechylił się przez poręcz.
— Ostrożnie, spadniesz! — woła matka i łapie go za rękaw.
W tej samej chwili rozlega się wystrzał. To żołnierz niemiecki wymierzył do małego. Nie podobało mu się widać, że żydowskie dziecko może spokojnie wyglądać na ulicę. Kula przeszła obok i matka przerażona całuje małego. Co za szczęście, co za cud! Czy rzeczywiście szczęście, cud? A może lepiej, żeby trafiła weń kulka albo żeby spadł z trzeciego piętra? Taka śmierć jest lżejsza, lepsza od rozdarcia nóżek albo walenia głową o mur aż do wytryśnięcia mózgu.