— Nie mogę się zdecydować — płacze kobieta — co robić?

Wreszcie bierze syna na rękę i jak dorosłemu człowiekowi tłumaczy mu grozę sytuacji: zabiją mnie i ciebie.

— Dlaczego, mamo?

— Bo Hitler jest naszym wrogiem i bardzo dzieci nie lubi.

— Ale on mnie wcale nie zna — dziwi się malec.

— Słuchaj, dziecko, możemy oboje ocaleć, ale jeżeli mnie bardzo kochasz i jeżeli chcesz, żeby mnie nie zabili, będziesz grzeczny, pójdziesz do piwnicy i będziesz cicho siedział, a my przyjdziemy do ciebie. Nie wolno ci płakać, pamiętaj, bo gdybyś się rozpłakał, wtedy już nigdy nas nie zobaczysz. Dam ci torbę z jedzeniem. Jeżeli poczujesz głód, będziesz jadł. A jeżeli, synu, nie chcesz, to powiedz. Sam będziesz teraz decydował o swoim i naszym losie.

Rodzice patrzą nań, patrzymy i my wszyscy.

— Nie chcę — mówi dziecko — żeby ciebie, mamo, zabili na zawsze, a co mi dasz do jedzenia? Czy cukier?

— Dam ci cukier.

— No to pójdę do schronu, ale nie zapomnisz o cukrze? — W najgorszym piekle dziecko zostaje dzieckiem.