Umschlagplatz. Ustawiają nas opodal innego szopu. Przede wszystkim następuje szopowska segregacja. Właściciel Hofmann i jego pomocnicy rozdają sami numerki, wyłączają starych, dzieci i słabych oraz tych, do których mają specjalną awersję. Pieniądze grają niemałą rolę, nie pomagają tylko dzieciom i starcom.
Kiedy już stajemy do drugiej kontroli, na horyzoncie zjawia się pijany w sztok SS-man. Na głowie ma przekręconą maleńką czapeczkę, do której filuternie przypiął sobie niebieski pomponik. Chwieje się na nogach.
Stanęliśmy po 5 osób w szeregu. Jurka ustawili za mną. SS-man stanął przed pierwszym rzędem, chwieje się na nogach i wpatruje się w kandydatów na śmierć. Zmącone oczy śmieją się, to znów rzucają gromy. Patrzy tak, jakby chciał zgadnąć, co o nim myślimy.
Spoglądają na ciebie wylęknione, zbolałe oczy tysięcy, oczy straszne, zrozpaczone, jakaż w tobie siła, szatanie, że nie ulękniesz się tych oczu?
SS-man stanął bliziutko rzędu i palcem macha ludziom przed oczyma. Młoda dziewczyna drgnęła, pchnął ją i uderzył pałką. Jeszcze będzie się z nami bawił. Po takiej zabawie w trzecim rzędzie czuję się kompletnie złamana, a do mnie jeszcze jest rzędów piętnaście. Chcę wyć, ryczeć, uciec. Pilnujący nas Litwini patrzą na to jak na ciekawe przedstawienie. Wreszcie sąd nade mną. Nie mogę patrzeć. Czuję uderzenie w piersi, otwieram oczy, teraz razy spadają na mnie tak szybko, na twarz, ręce, ramiona, że nie mogę nawet krzyczeć. Czemu zamknęłam oczy — wrzeszczy SS-man. Rozumiem teraz, że śmierć nie jest jednakowa, rozumiem, że ludzie wolą się sami otruć albo marzą o rozstrzale.
— Zamknęłaś oczy, teraz ja ci je zamknę na zawsze!
— Nie trać przytomności — szepcze nade mną czyjś głos — nie trać...
Krew zalewa mi oczy, w ustach czuję słony smak. Nic nadzwyczajnego. Jedna z wielu katowanych, nie pierwsza i nie ostatnia. Nie podobało mu się, że zamknęłam oczy, u kogoś innego nie spodoba mu się nos, usta, nogi. Wszystko jedno, byle mieć przyjemność z katowania, byle widzieć krew żywą, czerwoną, widzieć, jak ciało drga w męce, jak twarz kurczy się z bólu, jak bezbronne ręce zasłaniają twarz.
W końcu odepchnięto mnie na bok. Tym razem jestem w grupie skazanych. Nie mogę ustać na nogach. Wszystko jedno, co będzie, muszę się położyć, ale już moi towarzysze niedoli stanęli tak blisko mnie, abym nie mogła upaść.
— Stój — słyszę ich szepty — jeżeli się położysz, momentalnie cię zastrzelą. Stój!