Stoję i stojąc mdleję. To tracę przytomność, to znów odzyskuję, duszę się krwią, to mi się przypomina bordo sukienka, którą miałam kilka lat temu i którą mi gwałtem wpychają do gardła. Potem wydaje mi się, że jestem nad morzem, że kąpię się, fala zalewa mnie, nagle robi mi się przyjemnie, ciepło, lekko. „Nie padaj” — szepcze mi ktoś do ucha i głos ten przeszywa mnie całą. Boli mnie, jakby mi nóż wbito w głowę. Ach, co ci ludzie chcą ode mnie, co za różnica, kiedy mnie zabijają, jeżeli ma mi być tak przyjemnie i lekko, to lepiej teraz. A rodzice i Jurek? Czuję taką straszną, niewypowiedzianą tęsknotę za nimi. Jeszcze raz, choć jedyny raz zobaczyć ich.
Nie wiem jak długo staliśmy tak, wiem tylko, że ciemno było i krew zaskrzepła na mnie, a wiatr chłodził mi czoło.
Szop Hofmanna już odszedł.
— Pani mąż dostał numerek — informuje mnie ktoś z grupy.
Więc Jurek poszedł. Dobrze, że nie został, ale jednocześnie myślę: więc jestem sama. Jurek odszedł. Czy ja bym też poszła bez niego? Ale czy można wymagać od kogoś, aby szedł na śmierć dobrowolnie, czy nie przejmował nas grozą pogański zwyczaj spalania wraz ze zwłokami męża żywej żony?
Dwie osoby w białych fartuchach: to Jurek i jego kuzyn Lolek zbliżają się do naszej grupy. Meldują pilnującym nas Litwinom: jesteśmy ze szpitala, chcemy kilku chorych zabrać na opatrunki, po co macie mieć z nimi kłopot w wagonach.
— Słabych i tak wystrzelamy — broni się Litwin.
— Jak chcecie — mówi Lolek.
Przez chwilę serce we mnie zamiera. W końcu odchodzą, ale nie sami, idzie z nimi dwóch Litwinów. Czekam. Po kilku minutach Litwini wracają. Pałki idą w ruch. Biją ludzi, gdzie popadnie. U jednego z nich widzę na ręku zegarek Jurka. Ten sam ciągnie mnie w ogólnym popłochu na koniec grupy, potem na początek. Jesteśmy tak gęsto otoczeni, że nie widzę żadnej możliwości wydostania się. W końcu pchnął mnie na ziemię i kopnął nogą. Potoczyłam się. Osłabiona, straciłam przytomność i ocknęłam się w jakiejś salce. Nade mną Lolek i Jurek.
— Wstań prędko, zmyj krew z twarzy, włóż biały fartuch i weź tę legitymację. Nazywasz się Shass Maria. Jak się nazywasz?