— Cicho, cicho, nic nie mów. Umyj się, zjesz coś, bo pewnie jesteś głodna, położysz się spać, a jak odpoczniesz, to mi o wszystkim opowiesz, mamy przecież czas.

Kiedy już umyta i najedzona leżałam w łóżku, troskliwie otulona przez Gertę, pomyślałam, że rodzice i Jurek są tak daleko, daleko, prawie na drugim końcu świata i w chwili, kiedy ja tu spokojnie leżę, kto wie, co z nimi?...

Przychodzi Eryk ze szkoły. Nie widziałam go już dwa lata. Wyrósł, spoważniał, ma już osiem lat. Gerta bierze go na stronę i długo mu szepce coś na ucho. Mały poważnie kiwa głową. Potem podchodzi do mnie i całuje mnie.

— Powiedziałaś mu? — pytam.

— Bądź spokojna — mówi Gerta. — Na Eryku można polegać, jak na dorosłym człowieku.

Usnęłam. Gdy pod wieczór obudziłam się, w pierwszej chwili nie mogłam się zorientować, gdzie jestem, ale kiedy wzrok mój padł na Gertę, siedzącą przy stole nad jakąś ręczną robotą, przypomniałam sobie wszystko.

— Muszę zatelefonować do Jurka, Gerto.

Ubrałam się i zeszłyśmy do apteki.

— Staraj się mówić tak, aby nikt nie rozumiał, że mówisz z gettem.

Zadzwoniłam do szopu Hoffnanna, prosząc znajomą pannę w biurze, aby oddała ukłony ode mnie i Gerty.