Kiedy Gerta ułożyła Eryka spać, zaczęłam moją opowieść.
— Bena nie widziałam, ale wiem, że teściową zabrali. Myślę, że najlepiej jechać na Sławek do ciotki Ali, a tu u ciebie byłoby dobrze zatrzymać się, żeby wyrobić sobie dokumenty, sprzedać brylant. W wypadku zaś, gdyby Ala nas nie mogła przyjąć, co wtedy robić?
— Trzeba by wyszukać jakieś inne miejsce, ale to trudna sprawa. Gdybym nie miała sublokatorów, bez namysłu wzięłabym was, ale tak to niemożliwe.
— Jakich masz sublokatorów?
— Trzy kobiety i dziecko. Starą widziałaś, dwie córki lekkiej konduity, jedna z dzieckiem, zajmują środkowy pokój, a trzecia panna — koleżanka, ostatni pokój. Mam dużo przykrości, ale w związku z moją niewyraźną sytuacją nie chcę z nimi zadzierać, tym bardziej, że pracują w lokalach jako fordanserki i mają do czynienia z Niemcami.
— Jak mogłaś je wpuścić do mieszkania? — dziwię się.
— Gdy przyszły, myślałam, że to przyzwoite kobiety, nie zorientowałam się, a gdy wprowadziły się, było już za późno.
— A jak ty żyjesz, Gerto?
— Udzielam lekcji języka niemieckiego, sprzedaję nieco rzeczy i tak jakoś idzie. Czekam na koniec. Od ojca z Wiednia otrzymuję stale listy, ale niestety twierdzi on, że wojna długo jeszcze potrwa. Jedyna moja radość to Eryk. Uczy się doskonale, jest dobry, mądry i miły, mam w nim najlepszego syna, prawdziwego przyjaciela.
Nazajutrz spotykam przypadkiem sublokatorki, które mierzą mnie podejrzliwie oczami.