Eryk czerwieni się jak piwonia.
— To, to...
— No, co... — przerywam.
— To dla tego małego chłopca.
— Tego małego — dziwię się — którego nazwałeś Żydziakiem?
Eryk podnosi się.
— Tak, powiedziałem, powiedziałem specjalnie, chociaż wolałbym, aby mi język odpadł, oczy zaczerwieniały i paznokcie stały się czarne — (wymyślne życzenia z indyjskich opowieści). — Powiedziałem tak, choć chciałem zbliżyć się do chłopczyka i objąć go, bo to mój brat....
Eryk ma oczy pełne łez.
— A ja nie chcę, żeby ktoś wiedział, jaki on mi jest bliski i jak go kocham i nie trzeba, aby oni rozpowiadali, że ja się bawię z Żydem i że może ja też, więc ja tak specjalnie.
Wyciągam ramiona, w które Eryk wpada, łkając rozpaczliwie.