— Co się stało? — pyta przestraszony Jurek.
Opowiadam mu.
— Chcę mu dać nieco moich rzeczy — wypłakawszy się, mówi Eryk.
— A co powie mama? — pytam.
— Mama nic nie powie. Ja mam dużo, a on nie ma nic.
Pomagam mu. Paczka jest gotowa. Mam ją później dać Frani, a ona wręczy dzieciom. Eryk w dalszym ciągu chodzi zaaferowany. Kręci się niespokojny, potem bierze w ręce swoją najdroższą i najukochańszą książkę, swój skarb — W pustyni i puszczy Sienkiewicza i kładzie ją na paczce. Też dla niego. Eryk zna ją prawie na pamięć, mówi słowami Stasia i stara się go we wszystkim naśladować. Książkę tę dostał przypadkowo w przeddzień wizyty w gestapo i od tego czasu nie rozstawał się z nią. Towarzyszyła mu w getcie, wiezieniu, na Umschlagu, wziął ją ze sobą na Sławek.
— Eryku, oddajesz tę książkę?
— Tak — mówi mały — ja ją kocham, ona osładzała mi najcięższe chwile. Za nią bito mnie w gestapo. Czytałem, nie mogłem się od niej oderwać, nie słyszałem ich pytań, zbili mnie i książkę odrzucili precz. Podniosłem ją. Czytałem w więzieniu i w schronisku. Wierzyłem, że tak, jak Stasiowi udało się wrócić do swoich, ujść z piekła, tak i mnie się uda. Gdy Stasio jest w Chartumie, to tak jak w getcie. Stasio rozmawiał z Mahdim, a ja nie rozmawiałem z Hitlerem, ale gdyby mnie postawiono przed nim, tak samo postąpiłbym jak Stasio, tylko że Hitler jest gorszy od okrutnego, na wpół dzikiego Mahdiego i na miejscu by mnie zabił, ale mniejsza z tym. Stasio był mi przykładem, Stasio jest moim...
— Ideałem — podpowiadam.
— Tak, moja świętość, mój anioł — kończy Eryk. — I chcę, aby teraz książkę dostał ten mały, żeby jemu osładzała najgorsze chwile.