— Ręce do góry!

Wstajemy wszyscy. Za nimi wsuwa się Frania, blada jak śmierć.

— Dowody.

Podajemy.

— Kto tu jeszcze mieszka?

— Więcej nikt!

Rewidują nas.

— Proszę się ubierać, jedziemy na żandarmerię.

Pochylam się nad Jurkiem:

— To już koniec, Jureczku?