Zapalają wielkie latarnie.

— Będziemy was oświetlać, żeby was po drodze nie zgubić — kpią.

Odwracam się, ciągnąc za sobą Jurka.

— Proszę pana — mówię do komisarza — muszę z panem porozmawiać.

— Tam na miejscu będzie dość czasu na rozmowy.

— Ale wolałabym teraz!

Wchodzimy do sionki.

— My nie pojedziemy, możecie nas tu zabić, po co nas jeszcze męczyć.

— Ja was muszę Niemcom dostarczyć — odpowiada — a to, co oni z wami zrobią, to już ich sprawa.

— Przecież pan wie, co z nami zrobią. Z miejsca nas zabiją. Czy doprawdy tak bardzo pan chce naszej śmierci, czy nie żal panu dwojga młodych istnień? Niech pan sobie wyobrazi, że pan jest na naszym miejscu.