Postanawiamy nie wymeldowywać się, nie mając się gdzie zameldować.
Żegnając się z nami, Bolutek długo trzyma nasze dłonie:
— Ja, ja — jąka się ze łzami w oczach — ja dla was przyjaciel w szczęściu i w nieszczęściu. Jeżeli coś by wam trzeba pomóc, to w miarę możliwości zawsze się wam przysłużę. — I już z daleka woła: — Jurek, bracie, pamiętaj, że masz moje pół krwi.
Niezbyt to może Bolutek literacko ujął, ale rozumiemy. Chcesz powiedzieć, że jesteś nam przyjacielem. Wiemy o tym, wierzymy ci. Szlachetne serce można znaleźć i w Grajdołku u prostego, niepozornego człowieka; Olszewski odjeżdża, a ja, chcąc ukryć wzruszenie, próbuję żartować.
— Winszuję ci, Jureczku, teraz jesteś pół-aryjczykiem, masz pół krwi Bolutka.
Ale żart nie w porę. Smutno nam, tracimy życzliwego człowieka.
Żegnamy się ze Staśkiem. Z daleka jeszcze odwraca się i widzę jego płową czuprynę. Macha ku nam czapką.
Styczniowe wysiedlenie
Pewnego dnia Frania przynosi wiadomość, że ludzie opowiadają, jakoby już od dwóch dni jadą wagony z Warszawy z Żydami na Treblinkę. Niektórym udało się wyskoczyć w biegu, ale ich powystrzeliwano. Ktoś ze wsi leżącej przy torze opowiadał, jak Żydzi konali na zimnie, leżąc w polu, jęczeli straszliwie, ale wieśniacy bali się im dopomóc, opatrzyć rany. Za to złodzieje mieli bal, obrabowali ofiary, nie zawahali się nawet przed ściągnięciem z nich ubrań. Cóż, odzież jest droga, a tym umierającym i tak się nie przyda.
Jurek chrząka, zaciskam wargi. Gdy Frania wychodzi, wybucham płaczem. Może rodziców już nie ma, może to oni właśnie leżą gdzieś na śniegu. Biedni, nieszczęśliwi ludzie z getta. Ala i Jurek uspakajają mnie. „To tylko plotki”. I ja chcę wierzyć, że to kłamstwo.