Ala tymczasem odciąga coraz to innego policjanta do przyległego pokoju. Policjanci jeden przez drugiego przekrzykują się, wygrażając kobietom:

— Zabijemy jak psów, pomścimy naszą krzywdę (jaką?), krzywdę naszych braci!

Stoję wtulona we framugę okna. Podchodzi do mnie kilku członków organizacji, którzy mnie znają z wizyt na Sławku.

— Skąd do was te Żydówki, co za nieostrożność! Skąd je pani zna?

Teraz orientuję się, że mnie wzięto za aryjkę. Przyłącza się do nich policjant. Może powinnam ich w tym utwierdzić, coś mądrego powiedzieć, ale milczę. Po prostu braknie mi sił.

— No, szykujcie się, przed klombem was ułożymy albo trochę dalej koło lasku, żeby pani Alinie nie psuć widoku.

Gerta jeszcze ciągle gra z Erykiem w karty.

Znów podchodzi do mnie jeden z policjantów.

— Ja tam co do pani pochodzenia mam również wątpliwości. Mnie się zdaje, że pani jest Żydówką, wyszła pani za naszego i mąż tu panią ukrywa.

— Czemu pan tak myśli? — pytam, ciesząc się w duchu, że choć Jurek ma u niego dobrą opinię.