Ranek. Stasiek wobec różnych pogłosek obiegających okolicę boi się odwieźć ich, za to Frania decyduje się szybko:

— Ja odwiozę, ja też umiem powozić.

Szykuję im paczki na drogę. Konie zaprzężone czekają. Dopadam ich, całuję, całuję bez pamięci, jakby w półśnie. W ostatniej chwili ściągam z palca niezbyt zresztą drogi pierścionek i kładę ojcu niewidocznie do kieszeni. Ja młoda, zawsze prędzej sobie poradzę niż oni. Już wychodzą. Chcę biec za nimi, ale Jurek wstrzymuje mnie siłą. „Opanuj się!” Widzę, jak idą zmęczeni, ciągną za sobą nogi. Idą w złe, nieznane. Cel okazał się mamidłem, los gna dalej: „Idź, idź, Żydzie, wieczny tułaczu! Nie ma odpoczynku dla zmęczonych i spuchniętych stóp twoich!”

Gdy wracam po pewnym czasie do pokoju, w którym spali, rzuca mi się w oczy okrwawiony ręcznik. Ojciec, goląc się rano w pośpiechu, skaleczył się. Tulę do ust czerwone plamy. To krew mego ojca...

*

Po kilku dniach nad ranem wyjeżdża teściowa z chorą Zosią. My sami, jako meldowani, możemy według Cybulskiego i Ali zostać najdłużej. Czekamy teraz z niecierpliwością na wiadomości od rodziców i teściowej. Czy ich gdzie nie przetrzymano, czy dotarli do celu?

U nas cisza przed burzą.

W końcu dostaję list z Dobrego, że szczęśliwie dojechali. To już dobrze.

Jadę do Warszawy i odnajduję teściową w oficynie na przedmieściu Warszawy. Ładna, biała willa, wewnątrz zaniedbana. Mieszka tam wdowa po lekarzu wojskowym z córką i synem. Pokoje nieopalane, ponieważ kaloryfery są zepsute, a pieców nie postawiono, tak że tylko dwa pokoje, ogrzewane elektrycznym piecykiem, są zamieszkane. W domu wyjątkowy nieporządek. Żadna rzecz nie leży na właściwym miejscu. Z każdego kąta wyłażą szaro-brudne koty, błyskając bezczelnie zielonymi ślepiami. W pokojach nieprzyjemna woń kocia.

Ktoś ze znajomych ulokował tu teściową. Doktorowa, czterdziestokilkuletnia kobieta oddała swój pokój teściowej mojej i małej dziesięcioletniej dziewczynce żydowskiej — Edzie. Za mieszkanie wraz z utrzymaniem bierze kilka tysięcy złotych miesięcznie. Nie jest to zbyt dużo, jak na chowanie „przeklętej rasy”, tym niemniej jest to dla nas suma zawrotna.