We łzy wszechciało...
A w grób otwarty, tęsknicą szalone
Gdy legnie trupem to, co rankiem wstało,
Spadnie ostatnie serce spopielone.
Krajobraz stawał się coraz bardziej górzysty i urozmaicony. Pasma gór grzbiecistych biegły w różnych kierunkach. Rozdzierały je przepaści coraz to głębsze. Poprzez urodzajną warstwę ziemi przedzierały się skały nagie, ponad ciemny pas lasu strzelały ku niebu turnie, z rzadka tylko obsiadłe jałowcami. Brzegiem przepaści biegła droga, wznosząc się nieznacznie, ale ciągle w górę. Zieleń jasna równi pociemniała tu, zasępiając się niejako w tym odludziu, natomiast wytrysnęły z jałowej ziemi kwiaty górskie pięknych kształtów, o odurzającym zapachu. Pusto tu było i samotnie, z oddali tylko dobiegało z wiatrem turlikanie dzwonków trzody, kędyś po uboczach się pasącej. Po roztokach szumiały potoki. Plamy lasu to ciemne, to jaśniejsze, rozłożone po górach wabiły do wnętrz chłodnych, pod sklepiska316 zielone. Górą pławiły się w odmęcie powietrznym rabusie-ptaki, niosąc się wysoko ponad najwyższe sośnie317.
Wąskim chodnikiem pnącym się uboczą318 szedł wędrowiec zadumany. Minęło już południe i śmigał wiatr zimny. Niósł pogłosy różne, tajemne, ale ginęły kędyś w dali, pędem porwane. Czyżby wiał ponad ziemię rodzinną dziecinnych złud człowieczych albo szybował innymi jakimiś krajami, kędy mówią wszystkie stworzenia? Samo echo tętniło gdzieś głęboko w duszy, budząc wspomnienia. Pielgrzym nie słuchał, nie znał pewnie tej mowy. Darł się w górę uparcie, kędy kresu podróży nadzieja. Nadzieja? Nie miał już nadziei. Strach jedynie i mrożąca myśl cicha, bezsłowa319 rozpacz pędziły go w świat i ostępy górskie. Trud podróży, zmęczenie tłumiły one moce wnętrzne — niszczycielki, co się rwały w sercu. Zmęczonym i osłabłym się czując, miał chwilę spokoju. Siadł na kamieniu i wzrok posłał wokół. Nie widział dotąd gór, co się piętrzyły koło niego z wolna, w miarę gdy szedł i teraz leżały w całej grozie dumnie wszędy na horyzoncie. Wydało mu się, że śni teraz lub śnił to, co niedawno się działo. Przed nim roztaczała się cudna, nieprzejrzana dal i niezgłębione piękno. Niedługo łzy trysły320 z jego oczu i płynęły długo. Wydało mu się, że chce wypłakać duszę, życie, by nie zostało nic, zgoła nic... by zmarł w tym płaczu.
Ale równocześnie łkając, poczynał przychodzić do siebie, przeniknęło go pogodne, łagodne tchnienie jakby wiatru ożywczego, świat zjaw zamajaczył na nowo przed jego oczami, podniosły głowę dawne myśli — przyjaciółki i poczęły przemawiać słowami pociechy.
Tam, w szafirowej oddali leżał Augsburg najeżony wieżycami, na skraju nieboskłonu łyskało białą plamą zwierciadło tajemnicze ogromnej rzeki. Las czarny, leżący na uboczy, wyciągający do pielgrzyma ramiona i skały, którymi jeżyły się grzbiety gór, zdawały się mówić: „Płyń rzeko, płyń, nie ucieczesz nam, nie ucieczesz! Na twój nurt spadnie tysiąc okrętów o białych żaglach, ujarzmione zostaną twe fale złamane w rozpędzie, pochłonie je wola nasza. Zawierz nam, pielgrzymie, zawierz, bo to wróg nasz wspólny, któregośmy z łona własnego wydali. Niech ucieka z łupem i tak się przed nami nie skryje!”.
Biedny pielgrzym cofnął się myślą w dawne czasy, pełne zachwytów, ale drogie wspomnienia blado zarysowały się w duszy. Szerokoskrzydlny kapelusz ocieniał młodą twarz jego, bladą jak kwiat, co pośród nocy zakwita. Upojny szał życia wrący w łonie spłynął łzami, pierś chwytającą w siebie wszystkie wichry znużyły łkania. Barwy cudne zlały się w szarą, jednolitą, niezmierzoną toń.
Tam nad wiszarem321 dojrzał coś podobnego do mnicha klęczącego pod dębem. „Czy to kapelan zamkowy?” — pomyślał bez zbytniego zdziwienia. Wydawał mu się tylko większy jakiś i w miarę jak się zbliżał, coraz bardziej nieforemny. Spostrzegł wreszcie pomyłkę; była to samotna skała, ponad którą zwieszało się drzewo. Wzruszony, otoczył ją ramieniem, przycisnął do piersi i zapłakał. „O — myślał — gdybyż to teraz spełniły się twe słowa drogi starcze i Matka Boża cud uczynić zechciała. Jakiżem smutny, nędzny i samotny! Nie masz w tym odludziu świętego pustelnika, który by modły zaniósł do Boga. Drogi ojcze, módl się ty w tej chwili, proś Boga za mnie”.