W tejże chwili poczęło drzewo drżeć, skała zadudniła i nagle, jakby kędyś z bezdni322 podniosły się głosy słodko śpiewające:

Radością wielką biło

Przeczyste serce matczyne...

O szczęściu promiennym śniło,

Kiedy tuliła dziecinę.

Wciąż całowała oczęta

I główkę z jasnymi sploty

I była wniebowzięta

Od wielkiej, wnętrznej ochoty...

Głosy śpiewały z wielką lubością. Powtórzyły wiersz kilkakrotnie. Cisza potem nastała, ale niebawem wydało się pielgrzymowi, że coś mówi z wnętrza drzewa: