— O ileż tedy jeszcze mniej da się powiedzieć o wielkiej tajemnicy najwyższej niepodzielności! Czy pouczyć można głuchego, czym jest muzyka?
— A więc każdy zmysł to udział nowych, przezeń odkrytych zjawisk świata? Pojmuje się tylko to, co się posiadło?
— Wszechistnienie składa się z niewymiernej ilości światów rządzonych znów przez większe światy. Wszystkie zmysły to w gruncie rzeczy jeden zmysł. Ale jeden zmysł, jak świat jeden, daje klucz do innych. Wszystko tylko musi odbyć się w swoim czasie i na swój sposób. Tylko istność wszechświatowa mogłaby określić nasz do niego stosunek. Trudno też powiedzieć, czy w granicach zmysłowych dostrzeżeń naszego organizmu możemy wzbogacać nasz świat zjawisk światami nowymi, nasze zmysły pomnażać innymi zmysłami, czy też jedynie liczyć należy każdy przyrost poznania, każdą świeżo nabytą zdolność za nowe ogniwo rozwojowe obecnego zakresu naszego zmysłowego postrzegania.
— Może dwie te rzeczy są w gruncie rzeczy jednym i tym samym. Obecnie wiem tylko tyle, że dla mnie baśń jest wszechpotężnym narzędziem twórczym mego obecnego świata. Nawet świadomość, owa potęga zmysło- i świato-twórcza, owa zarodź wszelkiej osobowości, wydaje mi się jako wątek poematu wszechistnienia, jako pewien przypadek, zbieg okoliczności w wieczystym, nieskończonym, a ciągle innym życiu światów.
— Drogi pielgrzymie — odparł Sylwester — świadomość przejawia się we wszystkim, co prawdziwe i skończone, w każdej skrysztalonej w formę prawdzie. Każda skłonność przez przemyślenie sformułowana w obraz, każda konkretna zdolność staje się zjawiskiem, staje się wcieleniem świadomości. Całe wykształcenie wiedzie do jednego, do tego, co nazywam wolnością, nie mając atoli na myśli samego pojęcia, ale grunt twórczy tego, co się stawa. Wolność ta to zarazem doskonałość, mistrzostwo. Mistrz działa swobodnie, wedle zamysłu, w pewnym przemyślanym porządku. Przedmioty jego sztuki należą doń i zależą w zupełności od jego woli, nie wiążą go ani też tamują czynów. Właśnie owa ogarniająca wszystko wolność, mistrzostwo, czyli władza, jest cechą, jest istotą świadomości. W niej przejawia się święty przywilej bezpośredniego działania pewnego indywiduum, a każdy czyn mistrza jest równocześnie inkarnacją wielkiego, prostego, niezłożonego świata w sztuce... słowem Bożym!
— A więc i to, co dawniej, o ile wiem, nazywano nauką o cnocie, jest religią-nauką, tak zwaną teologią we właściwym tego słowa znaczeniu? Jest to więc tylko zbiór ustaw stojących do czci Boga w tym stosunku, co natura do Boga. Budowla ze słów i skojarzeń myślowych przedstawiająca konstrukcję świata nadzmysłowego i jego reprezentantka na pewnym stopniu kultury. Religia dostępna poznaniu i wnioskowaniu. Wyrok, prawo rozwikłujące i normujące wszystkie możliwe stosunki danego osobnika?
— Tak — odrzekł Sylwester — świadomość jest pośrednikiem danym człowiekowi wraz z życiem. Zastępuje na ziemi miejsce Boga, dla wielu przeto jest rzeczą najwyższą i najdoskonalszą. Ale jakże daleka była dotychczasowa nauka o cnocie czy obyczajach od formy czystej tej myśli wzniosłej szerokie ogarniającej horyzonty... indywidualnej... Świadomość to jądro istoty ludzkiej, jej idea w glorii najwyższej, niebiański człowiek — pierwowzór. Nie jest ona tym albo owym, nie obraca się w ogólnikach, nie składa się z cnót poszczególnych. Istnieje jedna tylko cnota... czysta, myśląca wola, która w chwili rozstrzygającej sama w sobie się decyduje i obiera drogę. Wiecznie żywa, sama przez się niepodzielna, przemieszkuje w wątłym symbolu swoim, ludzkim ciele i kieruje wszystkimi jego myślami, tymi członkami ducha, w sposób najzgodniejszy z prawdą...
— O, dobry ojcze — przerwał Henryk — z jakąże radością chwytam w serce światłość ze słów twoich tryskającą! A więc prawdziwy i istotny duch baśni to tylko inaczej przystrojony duch cnoty, a duch właściwy innym, niższym rodzajom poezji to samo życie w wiecznym swym ruchu. Niewysłowiona tożsamość łączy pieśń tętniącą prawdą z czynem szlachetnym. Bezrucha342 świadomość ukołysanego w ciszy bezzjawiskowej świata staje się przepiękną opowieścią, mówiącą o wszechrzeczach baśnią. Na niwach i po grotach tego pierwotnego świata żyje poeta, a ziemskim jego bytem, wrażeniami jego i wpływami nań działającymi rządzi duch cnoty. Podobnie jak on, jest baśń bóstwem bezpośrednio działającym pośród ludzkości, odblaskiem przedziwnym świata wyższego. O, z jakąż pogodną pewnością i zaufaniem może iść poeta za sugestią natchnienia, a jeśli obdarzony jest zmysłem wyższym, pozaziemskim, jakże spokojnie oddać się może wództwu343 istot niebiańskich i z jakąż dziecięcą pokorą dopełniać powołania swego może. Przezeń mówi też głos wszechświata i przypowieścią wiedzie w światlejsze, bardziej znane duszy światy. Jak się ma religia do cnoty, tak się ma natchnienie do mitologii. Jak w pismach świętych przechowana żyje historia objawień, tak odbite w mitologii tkwi pojęcie życia wyższych światów, a forma, w jakiej zostało utrwalone, to różne przedziwne poematy. Baśń i historia towarzyszą sobie zawsze, zostają w najściślejszych ze sobą stosunkach, choćby nie wiem jak kręta była ścieżka, kędy idą, i choćby obie przywdziały na się przeróżne maski... Biblia i mitologia to planety jednego systemu kosmicznego.
— Słowa twe to prawda szczera — odrzekł Sylwester — i teraz pojmujesz zapewne, że cała przyroda istnieje jedynie w duchu cnoty, przez niego i istnieć zawsze będzie, bo musi. Jest on wszechrzeczą zapalającą do życia, wszystko z martwych budzącą światłością, jak daleko sięga ziemski byt. Od wyiskrzonego nieba, tego wzniosłego tumu344 państwa przestrzennych gwiazd, aż do kędzierzawego dywanu różnobarwnej łąki, wszystko przezeń żyje, wszystko przezeń z nami spokrewnione i nam zrozumiałe. On wiedzie wszystkie zjawy po nieznanej drodze rozwoju, w dal jaśniejącą chwałą zaświatów.
— Tak, zaprawdę... jakżeś pięknie przed chwilą złączył w swych myślach cnotę z religią. Wszystko, co obejmuje doświadczenie i ziemską działalność, stanowi zakres świadomości łączącej ten świat ze światem wyższym. Zmysłom wyższym dostępna jest religia i wtedy to, co przedtem wydawało się ciemną, naszą istotą władającą koniecznością, prawem kosmicznym bez określonej treści, przedstawia się jako cudowny, znany, nieskończenie różnorodny i zadowalający serce świat, jako niepojęcie ścisłe obcowanie wszystkich błogosławionych w Bogu, jako zrozumiałą, napełniającą bóstwem obecność istoty najbardziej osobistej, jej woli i jej miłości, we wnętrzu naszego własnego ja.