Starzec zgłasza się po rękę...
Tyle cierpień, tyle biedy...
Skończy się to wreszcie kiedy?
Starsi i młodzieńcy śmieli się, dziewczęta spuściły oczy, uśmiechając się także. Śród żartów dziewczęta przyniosły drugi wieniec i ustroiły weń Klingsohra. Prosiły tylko bardzo, by nie śpiewał tak żartobliwej i swawolnej piosenki.
— Nie — odparł Klingsohr — nie poważę się tak zbrodniczo odsłaniać waszych tajemnic. Powiedźcie same, jakiej chcecie piosenki.
— Tylko nie o miłości, jeśli łaska, prosimy o piosnkę do nucenia przy winie — zawołały dziewczęta chórem.
Klingsohr tak zaśpiewał:
Gdzie gór zielonych cudny wieniec,
Tam zstąpił z chmur nasz bóg...
Jasnego słońca oblubieniec,