„Król idzie!” — zawołał prześliczny ptaszek siedzący na oparciu tronu. Służebnice przykryły królewnę błękitną kołdrą aż po szyję, bohater opuścił w dół tarczę i spojrzał ku kopule, na którą wiodło dwoje schodów kręconych, z obu końców sali. Cicha muzyka poprzedzała króla. Ukazał się niebawem w kopule, otoczony licznym orszakiem i począł zstępować na dół.

Piękny ptaszek rozpostarł lśniące skrzydła i zaśpiewał królowi:

Nieznany oblubieniec u wrót już pieśnią dzwoni,

Topnieje twardy lód, wiosenne wiatry wieją,

Królewna welon snów z przecudnej zdejmie skroni,

A morze się i ląd miłośnie w jedność zleją.

I pierzchnie czarna noc, a jutrznie zajaśnieją

I bajki wielka moc jak prawda się wyłoni,

I z Frei ust pieśń weźmie wieszczbę złotą,

Że już zapadły mgły, za wszelkich serc tęsknotą.