Król uściskał córkę serdecznie. Duchy gwiazd otoczyły tron, a bohater zajął wśród nich przynależne mu miejsce. Nieprzeliczony tłum gwiazd wypełnił salę, tworząc grupy. Służebne przyniosły stolik i szkatułkę zawierającą mnóstwo kartek. Na kartach tych widniały tajemnicze symbole gwiazd, ułożone w przeróżne kształty. Król ze czcią ucałował te kartki, starannie je wymieszał i podał kilka córce. Inne zatrzymał sam w ręku. Królewna wyłożyła je po kolei na stolik, król zaś pilnie patrzył w swoje i po namyśle głębokim wyciągał po jednej, przykładając je do leżących. Czasem zdawało się, że jakaś wewnętrzna224 siła zmusza go do wyboru tej, a nie innej kartki. Często też promieniała mu twarz radością, gdy udało mu się przez dobór stosowny ułożyć piękną, harmonijną figurę.
Gdy gra się rozpoczęła, wszystkich obecnych ogarnął ruch jakiś. Wyrażali oni swój współudział i zainteresowanie najróżniejszymi minami i ruchami. Wydawało się, że każdy z nich ma w ręku narzędzie jakieś niewidzialne, którym włada. Równocześnie w powietrzu zabrzmiała cicha, ale głęboko wzruszająca muzyka. Zdawało się, że przyczyną jej jest ruch gwiazd na sali, przewijających się bezustannie, i ich dziwne gesty i miny. Gwiazdy toczyły się to pomału, to prędko, ciągle zmieniając linie swego ruchu i w takt muzyki tworzyły te same figury, które widniały na kartkach. Muzyka zmieniała się bezustannie, podobnie jak kartki na stoliku królewny, a mimo dziwacznych i nieraz nagłych przejść, wydawało się, że cała symfonia rozwija tylko jeden, prosty temat. Z niesłychaną szybkością krążyły i przelatały gwiazdy wraz ze zmianą obrazów. To wszystkie zwijały się w jeden ogromny snop, to dzieliły na mnóstwo grup, to znów rozbijały w smugę niezliczonych iskier lub wreszcie z rozlicznych kół budowały dziwną, harmonijną całość. Różnobarwne figury w oknach zachowywały się pod ten czas225 spokojnie, ptak zaś trzepotał bez przerwy skrzydełkami i roztaczał ogon mieniący się barw tysiącem.
Stary bohater oddawał się też wraz z innymi tajemniczemu zajęciu. Wtem wykrzyknął radośnie król:
„Wszystko spełni się ku dobru i radości. Żelazo, rzuć swój miecz w świat, by oni dowiedzieli się, gdzie źródło wesela”. Bohater porwał za miecz, podniósł go sztychem do góry, a potem, zamierzywszy się potężnie, cisnął przez okno. Przeleciał ponad miastem, ponad morzem, jak kometa zaiskrzył się w locie, sypnął iskrami i roztrzaskał się kędyś pośród pasma gór dalekich.
Właśnie w tej chwili leżał Eros, piękny chłopiec, w kolebce i spał. Mamka jego, Ginnistan226 siedziała obok i kołysała go, dając równocześnie piersi siostrze mlecznej Erosa, Bajce. Rozpostarła na kołysce swoją pstrą chustkę, by blask jasno płonącej lampy, przy której pracował Pisarz227, nie niepokoił dziecka. Pisarz pracował bez wytchnienia, obracał się tylko czasem ku dzieciom i wykrzywiał się brzydko mamce228. Ale ona uśmiechała się tylko dobrodusznie w odpowiedzi i milczała.
Ojciec dzieci229 wchodził i wychodził ciągle, rzucając na nie za każdym razem spojrzenie i uprzejmie pozdrawiając Ginnistan. Ustawicznie coś mówił Pisarzowi. Pisarz słuchał go uważnie, a zapisawszy kartę, podawał ją pięknej, dostojnej kobiecie opartej o ołtarz, na którym stała czara z czystą wodą230. Przeglądała się ona z uśmiechem w przezroczystej wodzie i każdą podaną przez Pisarza kartkę w niej zanurzała. Jeśli spostrzegła, wyjąwszy, że pozostało na niej kilka słów i że stały się one połyskujące, oddawała kartkę Pisarzowi, a ten wprawiał ją do wielkiej księgi. Nieraz objawiał Pisarz swe niezadowolenie, gdy trud jego okazał się daremny. Kobieta chwilami zwracała się ku mamce i dzieciom, zanurzała palce w wodzie i pryskała na nie, a krople, gdy tylko dotknęły kołyski, zamieniały się natychmiast w błękitną parę. Wśród obłoczków ukazywały się wtedy różne obrazy, poruszały się i unosiły ponad dziećmi. Gdy który z nich dotknął Pisarza, spadał w tej chwili na ziemię w postaci kilku cyfr, lub figur geometrycznych, a uszczęśliwiony Pisarz nawlekał je zaraz na nitkę i zawieszał sobie na szyi jako ozdobę. Często wchodziła też matka chłopca231. Była tak piękna, jak samo piękno232. Wydawała się ciągle zajęta i ustawicznie też wynosiła różne sprzęty domowe. Ilekroć to dostrzegł podejrzliwy i rzucający dokoła oczyma Pisarz, rozpoczynał zaraz długie oskarżenie, ale nikt na nie uwagi nie zwracał. Wydawało się, że wszyscy przywykli już do jego bezpożytecznego233 oporu. Matka na chwilę pokarmiła też piersią małą Bajkę, ale zaraz ją odwoływano, a Ginnistan odbierała dziecko, które, jak się wydawało, wolało jej pokarm.
Naraz ojciec przyniósł cienką, żelazną sztabkę znalezioną na polu. Pisarz obejrzał ją na wszystkie strony i wnet wybadał, że zawieszona pośrodku swej długości na nitce zwraca się jednym końcem zawsze ku północy. Ginnistan wzięła ją także do ręki, zgięła, pocisnęła, chuchnęła na nią i nadała jej niebawem kształt węża, który się gryzie w ogon. Pisarzowi wnet sprzykrzyło się przypatrywać, siadł więc i opisał wszystko szczegółowo. Rozpisał się ogromnie o pożytku, który przynieść może ten wynalazek, gdy jednak podał zapisany papier kobiecie, a ta go zanurzyła w czarze, okazało się, po wyjęciu z wody, że nie zostało na nim ani litery.
Mamka nie wypuszczała sztabki z ręki. Przypadkiem dotknęła nią kołyski. Chłopiec obudził się, odsunął chustkę, przysłonił jedną ręką oczy od światła, a drugą sięgnął po węża żelaznego. Gdy go dostał, zerwał się tak szybko i wyskoczył z kołyski, że Ginnistan się przeraziła, a Pisarz od zdziwienia mało nie spadł ze stołka. Stanął pośrodku izby, a włosy długie, złote okryły go królewskim płaszczem. Stał i spoglądał z niewysłowioną radością na trzymanego w ręku czarodziejskiego węża, który rozwinął się i zwrócił jednym końcem ku północy. Równocześnie, widocznie pod wpływem tajemniczym żelaza, Eros począł róść234 w oczach.
„Zofio — rzekł głosem głębokim do kobiety — daj mi się napić z czary”. Podała mu ją bez wahania. Pił i pił bez końca, a w czarze wody nie ubywało wcale. Wreszcie oddał naczynie i objął kobietę ramionami, dziękując za napój. Popieścił także Ginnistan235, poprosił o pstrą chustkę, a dostawszy ją, osłonił sobie biodra. Wziął potem Bajkę na ręce. Tuliła się doń i poczęła szczebiotać. Ginnistan krzątała się koło obojga. Wyglądała ponętnie, naraz przytuliła się do Erosa miłośnie i poczęła go tajemnymi słowami wabić, by poszedł z nią do komory, ale Zofia skinęła surowo ręką i wskazała węża. Weszła teraz matka, a Eros podbiegł ku niej i powitał gorącymi łzami. Pisarz pogniewał się, rzucił pióro i wyszedł, a równocześnie wszedł ojciec. Ujrzawszy matkę w cichej rozmowie236 z synem, poza ich plecami zbliżył się do pięknej Ginnistan i począł ją pieścić237, a Bajka wzięła pióro Pisarza i coś pisała. Matka i syn zatopili się całkiem w rozmowie, co widząc, ojciec wymknął się wraz z Ginnistan do komory, by w jej objęciach zapomnieć o trudach dziennych. Pisarz238 powrócił, ojciec po chwili także wyszedł z komory i poszedł pracować dalej, zostawiając Ginnistan u progu. Policzki jej płonęły. Pisarz odpędził od stolika Bajkę, klął i ze złością porządkował swe papiery. Podał Zofii zapisane przez Bajkę kartki, by mu je zwróciła oczyszczone z pisma, ale ku wielkiemu zdziwieniu i złości ujrzał, że wyszły one z czary nietknięte i cudnie połyskujące. Bajka przytuliła się do swej matki. Wzięła ją ona na ręce239 i poczęła sprzątać izbę, otwierać okna, przewietrzać oraz czynić przygotowania do wieczerzy. Przez okna widać było prześliczną okolicę i rozpięte nad nią pogodne niebo. Na polu pracował ojciec gorliwie. Gdy się znużył, podnosił oczy do góry, ku oknu, w którym stała Ginnistan i rzucała mu różne łakocie. Matka i syn wyszli, by mu pomagać i przygotować wszystko do wykonania powziętego zamysłu. Pisarz siedział i pisał. Wykrzywiał się brzydko, ilekroć zmuszony był o coś zapytać Ginnistan, która miała doskonałą pamięć i wszystko wiedziała, co się tylko wydarzyło. Eros wnet powrócił w pięknej zbroi. Przepasany był niby szarfą pstrą chustką mamki. Zapytał Zofii o radę240, kiedy ma rozpocząć podróż i w które się udać strony.
Pisarz począł głośno mówić241 i chciał zaraz ułożyć szczegółowy plan, ale jego radami nikt sobie nie chciał zaprzątać głowy. „Możesz wyjechać zaraz — rzekła Zofia — Ginnistan pojedzie z tobą, zna drogi i wszędzie da sobie radę. Przyjmie na się postać twej matki, by cię nie przywodzić na pokuszenie. Gdy odnajdziesz króla, wspomnij o mnie, a pośpieszę ci z pomocą”.