„Czego szukasz?” — spytał. „Mojej własności” — odparła Bajka. „Skąd przybywasz?” — „Ze starych, minionych dni”. — „Jeszcześ jest dzieckiem!” — „Pozostanę dzieckiem na wieczność”. — „Któż ci użyczy pomocy?” — „Sama sobie wystarczę. Ale powiedz mi — spytała — gdzie się podziały siostry?” — „Są wszędy i nigdzie ich nie ma” — odparł. „Czy mnie znasz?” — „Dotąd nie”. — „Gdzie jest miłość?” — „W fantazji”. — „A Zofia?”. Sfinks zamruczał coś niewyraźnie i zaszeleścił skrzydłami. „Zofia i Miłość!” — wykrzyknęła tryumfalnie Bajka i minęła bramę. Weszła do olbrzymiej groty i wesoło zbliżyła się do starych sióstr256, które przy nikłym cieniu palącej się czarno lampy oddawały się swej dziwnej, tajemniczej pracy. Nie zwróciły niby uwagi na wejście małego gościa, który krzątał się dokoła nich wdzięcznymi pląsy. Wreszcie zaskrzeczała jedna, wykrzywiając złośliwie twarz: „Czegóż tutaj szukasz próżniaczko jedna? Kto cię tu wpuścił? Skoki twe kołyszą cichym płomieniem lampy. Olej pali się daremnie. Czy nie możesz usiąść spokojnie i zająć się czym?”. „Piękna kuzynko — odparła Bajka — nie zależy mi na próżnowaniu. Ależ to uśmiałam się z waszego odźwiernego. Byłby mnie chętnie przytulił do piersi, ale podnieść się nie mógł, pewnie za dużo zjadł dzisiaj. Dobrze, siądę przed drzwiami i zajmę się robotą, dajcie mi tylko trochę osnowy. Wyjdę przed drzwi, bo mi tu ciemno, a przy tym gdy przędę, lubię śpiewać i mówić, to by zaś mogło wam przeszkadzać w poważnych rozmyślaniach.
„Nie wychodź przede drzwi, ale udaj się do sąsiedniej izby. Wpada tam pęk promieni ze świata nadziemnego poprzez szczeliny skał. Siądź tam i przędź, jeśli potrafisz, oto ogromna kupa257 starych urywków258, skręć je razem, ale strzeż się niedbalstwa, bo jeśli nitka się zerwie, to wszystkie urywki wstaną, zwiją się259 wkoło siebie i zaduszą”.
Stara roześmiała się złośliwie i poczęła prząść dalej. Bajka chwyciła naręcz osnowy260, przęślicę261 i wrzeciono i pobiegła ze śpiewką na ustach do drugiej izby. Spojrzała w górę przez szczelinę skalną i dojrzała konstelację Feniksa na niebie. Uradowana szczęsnym znakiem, poczęła wesoło prząść. Uchyliła nieco drzwi od izby i przędząc262 śpiewała:
Wstawajcie jeno żywo
Zamierzchłych czasów dzieci!
Zabrałam wam przędziwo,
A słonko wnet zaświeci.
Splątałam wam osnowę
W jedyną, piękną nić,
Nastają czasy nowe...