W jedności trzeba żyć.
Wszechświata niezmiernego
Z nas każdy nikły atom,
A serce znów każdego
Mieszkaniem wszystkim światom.
Lecz jeszcze nie wyrzekła
Wyroku boska moc...
Zstępując na dno piekła,
Gdzie strach i grób, i noc.
Wrzeciono kręciło się z niesłychaną szybkością, palce wiły długą, cienką nić, a na odgłos pieśni pojawiły się niezliczone światełka. Przez uchylone drzwi przeciskały się one i rozbiegały się po ciemnej jaskini, gdzie pracowały wiedźmy. Stare przez ten cały czas przędły w milczeniu i czekały na okrzyk rozpaczy duszonej Bajki. Jakże się jednak przeraziły, gdy nagle poza ich plecami ukazał się straszliwej długości nos. Obejrzały się i ujrzały, że jaskinię napełniły najokropniejsze postacie dokazujące co niemiara. Zerwały się z ław, przytuliły do siebie wzajem i zaskowyczały przeraźliwie. Byłyby niezawodnie skamieniały ze strachu, gdyby nie to, że właśnie do jaskini wszedł Pisarz, który miał przy sobie korzeń wilczej jagody. Światełka pouciekały w szczeliny skalne, a jaskinia rozbłysła światłem, bo w zamęcie przewróciła się czarna lampa i zagasła. Stare poweselały, usłyszawszy kroki Pisarza, zawrzały natomiast wielką złością na Bajkę. Zawołały ją, pochrapały nad nią straszliwie i zakazały prząść. Pisarz uśmiechnął się ironicznie, bo był pewny, że ma w swym ręku Bajkę i rzekł: „Dobrze, że tu jesteś i że można cię zaprząc do roboty. Myślę, że bicia będzie dosyć263. Twój dobry duch cię tutaj przywiódł. Życzę ci długiego życia i wielu przyjemności”.