„Dziękuję ci za twe dobre chęci — odparła Bajka — widzę po twej powierzchowności, że ci się teraz dobrze powodzi, brak ci już tylko klepsydry i kosy, a byłbyś całkiem podobny do brata tych oto szanownych kuzynek moich. Jeśli chcesz pierza gęsiego, to wydrzej264 im tylko z policzków parę garści miękkiego puchu”.

Pisarz miał minę, jakby się chciał rzucić na Bajkę. Uśmiechnęła się i rzekła:

„Jeśli ci miła twa bujna fryzura i głębokie, myślące oczy, to strzeż się. Wspomnij na265 moje paznokcie. Nie masz tak wiele do stracenia”.

Odwrócił się od niej z tajoną złością ku wiedźmom, które sobie przecierały oczy i omackiem szukały wrzecion266. Nie mogły ich znaleźć, bo lampa zagasła. Klęły Bajkę, co wlazło. „Każcie jej iść — rzekł Pisarz zjadliwie — niech wam nałapie tarantul dla przyrządzenia oleju do waszej lampy. Dla pocieszenia donoszę wam, że Eros bez wytchnienia się uwija i nożycom waszym nie zbraknie roboty. Matka jego, która was niejednokrotnie zmuszała prząść dłuższe niż zazwyczaj nici, jutro stanie się pastwą267 płomieni”.

Połaskotał się po gardle, by wywołać śmiech na widok Bajki268, której na tę wieść łzy trysły z oczu, dał kawałek korzenia wiedźmom i oddalił się, krzywiąc się brzydko. Siostry groźnymi głosami nakazały Bajce iść szukać tarantul, chociaż miały w zapasie olej. Bajka pobiegła szybko, udała, że otwiera bramę, trzasnęła nią i cicho przemknęła w głąb jaskini. Znalazła tam drabinę opartą o ścianę. Szybko wbiegła po szczeblach i znalazła się przed drzwiami prowadzącymi do mieszkania Arktura.

Król właśnie siedział w otoczeniu doradców, gdy Bajka się pojawiła. Na jego głowie połyskiwała korona Północy. W lewej ręce trzymał lilię, w prawej wagę — u nóg jego siedział lew i orzeł.

„Monarcho — rzekła Bajka, pochylając się przed królem — pokłon składam przed twym potężnym tronem! Zranionemu sercu twemu niosę wieść pomyślną! Wnet powróci Mądrość i wieczny zawita pokój. Spocznie wieczyście tęskniąca Miłość, a Serce zapanuje w chwale. Niosą życie przeszłości zamierzchłej i kształt rzeczom przyszłym!”.

Król dotknął lilią jej jasnego czoła i rzekł:

„Niech się spełni, o co prosisz!”.

„Trzykroć prosić będę; gdy zjawię się po raz czwarty, Miłość będzie u bram. Teraz daj mi lutnię269”.