I byłem ciszą ranną, świtu duchem,
Słonecznym wzlotem fali aromatu...
Bojem tajemnych zjawisk o istnienie...
Ruchem po linii przemian, co bez końca...
Wtem dziwne, dziwne przebiegło mnie drżenie!...
To pyłek złoty niby atom słońca
Padł na me listki...
........................................
Stało się... teraz mogłem w łożu cichem
Ruszać pręciki i bujać kielichem.