Teraz sama bez cnoty i bez przyiaciela,
Leży u drzwi na progu swego zwodziciela,
Wzdrygaiąc się na zimno i przenikłe deszcze,
Owę nieszczęsną chwilę oplakuie ieszcze,
Gdy zwiedziona do miasta łudzącym pozorem,
Rozstała się z kądzielą i z wieyskim ubiorem.
Wsi ukochana! Twoie także plemie hoże,
Twóy ród piękny, podobne męki znosi może,
Teraz kiedy go dręczą i glód i potrzeba,
Może do drzwi bogaczów chodzi żebrać chleba.