Staruszek, oyciec dzieciom pierwszy się nakłonił,

W dalekie płynąc strony, za wszystkich łzy ronił,

On wszystkich do zwiedzenia nowych światów wzywał,

Których sobie po śmierci chyba obiecywał.

Córka iego, ta którey płacz mnoży powaby,

Z którey lubę pociechę miał wiek iego słaby,

Szła milcząc za nim, gardzi nadobnemi wdzięki,

I dla oyca, z kochanka wydarła się ręki.

Głośniey się wynurzaią, narzekania matki,

Ta błogosławi szczęście swey spokoyney chatki,