gdy ramię moje odskoczy — są pukaniem w sypialni,

stukotem kropli deszczowych o szybę.

Tedy5 stopni tysiącem popełznę,

by między murami piwnicy przebudować mą skargę,

na słomie lecz, żebrak6, między szczurami i zielskiem.

Strapienie moje martwe, gdzie zbutwiał mój ból, gdzie mój gniew zadławił się o wapno mokre.

Trwoga moja płonie krwawo w szczurzych źrenicach.

Skargo, moja skargo, pełznij, pochylona!

Pytaj niskich pułapów; padnie zapytanie głucho na tę słomę: gdzie spokój? ukojenie ciszy?

z lękiem ciężarna kobieta: to ty! ty! zadyszy.