lecz gość ambitny ze mnie

i nikt mnie nieść nie będzie!

Dobiegam w średnim pędzie,

jak ptak się serce tłucze

i „Klucze! — myślę. — Klucze!

Gdzie te przeklęte klucze?”

Wreszcie znalazłem.

Wchodzę.

Przez chwilę na podłodze

bez życia prawie leżę,