On zaś ciągle uganiał się za mną po próżnicy209 na swej nędznej szkapie, trzęsąc się na niej niby worek wypchany pakułami.
Wreszcie począł zapadać mrok. Wśród tłumu kurtyzan, galantów, rajfurów i niebieskich ptaków rozległy się pieśni. Wtedy to wreszcie pozwoliłam się odnaleźć memu zrozpaczonemu miłośnikowi. Dzierżąc maskę w ręku, pożegnałam całą godną kompanię wdzięcznym ukłonem i odjechałam z moim Giorgio do domu.
Po drodze czyniłam mu wyrzuty: „Zaiste, sztuka to była odszukać cię w tłumie; porzuciłeś mnie niegodnie i ani razuś się o mnie nie zatroszczył. Już ja wiem, dlaczego!”.
Poczciwiec usprawiedliwiał się, jak mógł, usiłując na mnie zwalić winę całodziennej rozłąki.
Na Campo di Fiore zatrzymałam się przed straganem z ptactwem, wybrałam parę tłustych kapłonów i dwa kwiczoły, kazałam odnieść sprawunek do domu, a towarzyszowi memu rzekłam niedbale: „Zapłać, kochanie!”. Rad nierad, oddał handlarzowi zacny rubin, który dostał od matki na wyjezdnym do Rzymu; wiedziałam, iż biedaczynie zależało akurat tyle na tym klejnociku, ile mnie na oskubaniu go z pieniędzy.
W domu zastaliśmy straszliwą pustkę: nie było ani świec, ani drew, ani chleba, nie mówiąc już o winie. Wpadłam w gniew i nie uspokoiłam się, póki pokorny idiota nie przyobiecał, iż wnet wszystko się znajdzie.
Na dobitek pachołek się gdzieś zadział210! Musiał więc Giorgio sam wyprawić się po sprawunki i odprowadzić wierzchowca; obaczywszy zgonionego rumaka, koniuszy pomstował na czym świat stoi i przysięgał, że już nigdy nikomu konia nie pożyczy, nawet gdyby go o to jaki święty Pański przyszedł prosić.
Wyciągnąwszy się na łożu, czekałam na powrót swego dudka211; jakoż rychło zjawił się, obładowany wszelkim dobrem. Przy pomocy kochanej mateczki nakryliśmy stół i w mgnieniu oka kolacja była gotowa. Już uczta dobiegała końca, gdy wtem za oknami usłyszałam chrząkanie i pokasływanie, które najwidoczniej mocno zaniepokoiło mego amfitriona212.
Biegnę do okna i w zapóźnionym przechodniu rozpoznaję jednego z moich najserdeczniejszych przyjaciół.
Oczywiście ulotniliśmy się zaraz, pozostawiając zawiedzionego Giorgio samemu sobie; chodził biedaczysko przez całą noc po pustej komnatce, układając straszliwe przemowy i obmyślając nie mniej straszne kary na wiarołomczynię. Niech Bogu dziękuje, iż udało mu się ocalić przynajmniej płaszcz aksamitny; póty nasyłał mi hajduka z prośbą o zwrot pożyczonego łaszka, póki, znudzona, nie oddałam mu go wreszcie.