ANTONIA

Nie powiem, byś postąpiła zbyt uprzejmie z tym człeczyną, który wyświadczył ci tyle przysług w zamian za jedną noc, spędzoną wprawdzie w twej alkowie, ale bez twego towarzystwa.

NANNA

Cóż chcesz! Taka to już jest nasza gamracka uprzejmość! Niewiele grzeczniej obeszłam się z pewnym zażywnym kupcem, handlującym cukrem. Ten ci zostawił u mnie cały swój dobytek w zamian za ową rzecz, zaiste słodszą od cukru. Póki kochaliśmy się — wierzaj mi — wszystko u nas było cukrowane aż do sałaty włącznie. Gdy wylizywał owe słodkie miody, ciekące z mojej piwniczki, przysięgał, iż w porównaniu z tą słodyczą jego cukier gorzki jest jak piołun.

ANTONIA

Pewnie dlatego szafował nim tak hojnie!?

NANNA

Ha, ha!! Śmiech mnie zbiera, gdy wspomnę, jak on lubił patrzeć na tę moją piwniczkę; zawrotu głowy dostawał od tego widoku! Głaskał ją tak i owak i porównywał ją do usteczek tych marmurowych posągów, których tyle wszędy jest w Rzymie: twierdził, iż uśmiecha się ona akurat takim uśmiechem jak usta marmurowego Apolla.

ANTONIA

Też porównanie!