Otóż ów sieneńczyk ujrzał mnie nazajutrz po swym do Rzymu przybyciu, włóczył się za mną jak cień, pożerał mnie oczyma i nie dawał spokoju mojej służebnej ustawicznymi zapytaniami o moją osobę.

A to: „Całym sercem oddany jestem twej pani”, to znowu: „Jak zdrowie signory?” albo: „Czy signora dobrze spała tej nocy?” — „Signora zdrowa, chwała Bogu”, odpowiadała dziewczyna, z niskim dygiem, pokazując język za plecami jego wielmożności.

Pewnego dnia, dojrzawszy go z okna, mówię do swej powiernicy: „Warto, by ów mydłek zapłacił za bruk uliczny, który swoim codziennym łażeniem nielitościwie wydeptuje. Zejdź na dół i połaskocz kiesę jegomości”.

Sprytnej dziewczynie nie trzeba było dwa razy tego powtarzać. Szybko zbiegła ze schodów i niby to nie widząc sieneńczyka, szykującego się do zwykłych powitań i uprzejmych ukłonów, woła w udanym gniewie: „A gamoń, a ladaco! Żebyś ręce i nogi połamał, trutniu jeden! Wpadł, jak kamień w wodę. I poślij tu takiego plugawca po cośkolwiek”.

Mój sieneńczyk, pełen animuszu i dobrych chęci, zbliża się żywo do służebnej i pyta: „Na Boga! Co się stało? W czym mogę wam dopomóc? Przecież wiecie, że zawsze jestem gotów usłużyć waszej pani!”.

Ale dziewczyna, nie zwracając uwagi na jego rycerskie propozycje, rozkrzyczała się na dobre: „Godzinę temu posłałyśmy chłopaka, by zmienił pieniądze, a ten nicpoń jeszcze dotąd nie wrócił. Muszę dać dukata hajdukowi księcia della Sorta, który przyniósł mojej pani dwie piękne sztuki szkarłatnego płótna”.

Na te słowa sieneńczyk wspaniałym gestem wyciąga sakiewkę i wciska dziewczynie w garść kilka sztuk złota, ze słowami: „Trzymaj! Szczęśliw jestem, iż mogę się w czymkolwiek przysłużyć twej pani! Niewolnikiem jej jestem”.

Ale pokojowa nie mogła wysłuchać do końca tej tyrady, gdyż właśnie w tej chwili zawołałam na nią z okna. Ściskając pieniądze w garści, zatrzasnęła drzwi przed nosem sieneńczyka i pobiegła po schodach na górę.

Nieborak, nie usłyszawszy nawet słowa podzięki, został przed drzwiami.

Postał, pomyślał, a potem poszedł sobie precz niby ów nieproszony biesiadnik, którego z uczty na zbity łeb wyrzucono.