Wreszcie nadeszła owa noc, w wypadki brzemienna. Po wieczerzy, którą snadnie można by było nazwać biesiadą, a podczas której prawie niczego nie tknęłam, przeżuwając w zamkniętych ustach rzadkie kąski i zaledwie próbując wina — bez żadnych wstępów i kazań zaprowadzono mnie do sypialni gospodyni. Poczciwa niewiasta użyczyła na tę noc swego łoża za cenę jednego dukata.

Ledwie próg przestąpiłam, zaraz ci mój miłośnik drzwi z hałasem zatrzasnął i nie czekając, aż mu ktokolwiek szatki zdjąć pomoże, w mig się rozebrał, rozwalił się w łożu jak długi i począł kaptować sobie moją przychylność najsłodszymi w świecie słowami: „Uczynię cię tak wielką panią i tyle ci ofiaruję, że nie pozazdrościsz najpierwszym rzymskim kurtyzanom!”.

Nie mogąc się doczekać mego przyjścia, zerwał się i ściągnął ze mnie majteczki!

Na nic zdał się mój opór! Powrócił do łoża, a gdy i ja za nim tam pospieszyłam, odwrócił się do ściany, bojąc się widocznie, aby mojej wstydliwości zbytnio nie urazić. Zgasiłam lampę, choć błagał mnie, abym światło zostawiła, a gdy tylko poczuł me jędrne ciałko koło swego cielska — rzucił się na mnie tak żarliwie jak matka na odzyskanego syna, którego śmierć już była opłakała; całował mnie, tarmosił, obmacywał z przodu i z tyłu i gniótł w ramionach jak oszalały.

Ręką zakrywałam swoją dobrze nastrojoną luteńkę i zwinąwszy się w kłębuszek, pozwalałam mu pieścić dłonią moje organki, ale gdy zuchwale chciał wstawić w kądziel wrzeciono — stanowczo odmówiłam.

„Moja duszko, moje śliczności anielskie — skamlał. — Nie ruszajże się choćby przez sekundeczkę, przez mały, maluchny momencik. Zabij mnie, jeśli ci boleść sprawię”.

Ja trzymałam się mocno, zaś on nieustannie ponawiał swe błagania, próbując od czasu do czasu ślepego pchnięcia. Te nieudane fortele jeszcze bardziej wyczerpywały jego cierpliwość.

„Słuchaj — mówił, wsuwając mi ptaszka w rękę — włóż go sobie sama, ja nawet palcem nie kiwnę”. — „Ki diabeł — mówię. — Takie to wielkie, twarde i czerwone. Czy wszyscy mężczyźni mają takowe dębczaki! Przecież ty mnie tym patyczkiem nadobnym na dwoje rozłupiesz”.

Tak gwarząc, drażniłam go nieustannie ruchami swojej [...], a w pewnej chwili odwróciłam się doń tyłkiem, zostawiając go z pianą na ustach i z rozpaczą w sercu. Od próśb przeszedł do gróźb i do sprośnych wymysłów: „Ha, ty, frybro125 zdradziecka, ty k... zatracona, zadławię cię, uduszę jak szczeniaka!”. Przy tych słowach chwytał mnie dla postrachu za gardziel. Potem znowu uderzał w prośby tak korne, że, zmiękczona, ułożyłam mu się wedle woli, ale gdy już wsadzał ożóg126 do pieca, znowu mu się umknęłam. Wówczas skoczył na równe nogi, jakby go giez ukąsił, porwał za koszulę i począł się ucieczką z tych opresji salwować127, lecz ja schwyciłam go za rękę i zawołałam: „Zostań, zostań, przytul się do mnie, zrobię wszystko, co chcesz”.

„Mój aniołeczku, moja królewno złocista, moja Nannusiu najmilsza, nie upieraj się po próżnicy, przecież nie będzie to bolało; ot, ukąszenie muchy, nic więcej; zobaczysz, jak nam gładko pójdzie!”