Gdy dostojny gość opuścił moje progi, wypuściłam więźnia na wolność; wyszedł ze swej skrytki jak triumfator, choć gołym tyłkiem spod kusej koszuliny świecił, i potoczył dokoła okiem tak władczym, jak gdyby cały dom, sprzęty i mnie wraz ze sprzętami brał odtąd w wieczyste posiadanie!

Ale niedługo cieszył się swym powodzeniem! Pewnego dnia, gdy właśnie zabierał się po swojemu do miłosnej zabawy ze mną, wymknęłam mu się z rąk. Nieborak ogłupiałymi i zmęczonymi od żądzy oczyma musiał patrzeć, jak w przyległej alkówce z innym amantem harcowałam. Nienawykły do tego rodzaju niespodzianek, chwycił za płaszcz i z przekleństwami na ustach opuścił me progi, oczekując, iż niebawem opamiętam się i przyślę po niego, jak to dotąd bywało! Wszelako tym razem nie mógł się jakoś doczekać oczekiwanej wysłanniczki i zjawił się u mych drzwi bez zaproszenia.

Tu jednak otrzymał odpowiedź, że signora wyjechała na wieś. Wiadomość ta mocno go strapiła, kąciki ust opadły, w oczach błysnęły łzy; wyglądał zaiste jak mysz tonąca w beczce z oliwą; z bijącym sercem, na drżących nóżkach powlókł się od mego progu niby chory, który dopiero co łoże ciężkiej niemocy opuścił.

Ukryta za firanką, patrzyłam na ów odwrót niedołężny i śmiałam się do rozpuku.

Powróciwszy nad wieczorem, zastał mnie otoczoną tłumem przyjaciół, rozbawioną i figlującą; nie doczekawszy się zaś, bym go poprosiła, żeby usiadł, zaprosił się sam, wcisnął się gdzieś w kąt i nie rozchmurzył oblicza, mimo wrącą dokoła zabawę i obficie sypiące się żarty199.

Gdy ostatni z gości opuścił me progi, przełamał milczenie i z wybuchem zawołał: „Gdzież twoja miłość? Przysięgi twoje są plewami, rzucanymi pod wiatr!”.

— „Mój kochany — odrzekłam mu na to — dzięki tobie biorą mnie na języki wszystkie kurtyzany z całego Rzymu, ludzie głośno podśmiewają się z mojej naiwności, a co gorsza, nawet najwierniejsi zalotnicy przestają kwapić się ze swym złotem; mówią mi w oczy: »Nie głupiśmy płacić za tłuszcze i korzenie, po to, by inny chwalił sobie smak pieczeni, nie ma głupich!«. Po prawdzie trudno im racji nie przyznać! Ale jeśli tak bardzo pragniesz, żebym znów stała ci się tym, czym dawniej byłam, musisz spełnić moją prośbę”.

Na te słowa nowe weń życie wstąpiło, jak w skazańca, któremu ktoś już u stóp szubienicy szepnął nagle: „Umykaj!”.

Rzucił mi się do nóg i jął się zaklinać, że na mój rozkaz gotów jest nawet setce pcheł oczy wyłupić.

A ja na to słodziutko: „Chciałabym mieć piękne łoże, z jedwabną firanką, przybraną frędzlami. Koszt takiego pieścidełka, bez roboty, ma się rozumieć, wyniesie koło stu dukatów. Musisz pieniądze wziąć na kredyt, aby przyjaciele moi wiedzieli, że nie wahasz się brnąć w długi, byle jeno niczego mi nie poskąpić. Gdy zaś przyjdzie do płacenia, zdaj się na mnie, oni i tak za wszystko zapłacą”.