Zafrasował się mocno i rzekł: „Jest to zupełnie niemożliwe, ponieważ mój tatuś zawiadomił wszystkich lichwiarzy, że nie będzie płacił długów za mnie. Grosza mi nikt nie zawierzy”.
Odwróciłam się doń plecami i taki był koniec naszej rozmowy. Ale po paru dniach znów po niego posłałam i zaczęłam go od nowa molestować: „Idź do Salomona, Salomon pożyczy ci na zwykły twój skrypt200, ile tylko zechcesz”.
Lecz Żyd, wysłuchawszy jego prośby, odparł: „Pożyczam tylko pod zastaw”.
Wrócił jak niepyszny i opowiedział mi całe zdarzenie.
„W takim razie — mówię mu — idź do Mojżesza, ten na pewno da ci na kredyt klejnoty, które Salomon chętnie kupi”.
Udał się tedy do owego złotnika; ten istotnie dał mu kredyt na dwa miesiące, spisali skrypt, a później żółtodziób powędrował znów do Salomona, sprzedał mu klejnoty i zjawił się przede mną z sakiewką pełną dusiów.
ANTONIA
Nie rozumiem, jaki był cel tego wszystkiego?
NANNA
Klejnoty należały do mnie, a ów Salomon, któremu zwróciłam jego pieniądze, odniósł mi je zaraz z powrotem.