Miał dość.
— To ja już idę — powiedział.
Nikt nie zwrócił uwagi na jego słowa. Nie miał z tym problemu. Nie zależało mu na tamtych. Chciał uciekać. Zaczął iść w kierunku przystanku. Usłyszał za sobą kroki. Odwrócił się.
— Czemu idziesz? Jest jeszcze wcześnie. Czemu jesteś taki smutny?
Nie chciał się wdawać w dyskusje o tej porze w takim miejscu. Dziewczyna go nie obchodziła. On też był jej obojętny. Odezwała się jedynie z grzeczności. Nie lubiła, kiedy ktoś w jej otoczeniu czuł się źle, jednak gdy tylko dana osoba znikała z jej pola widzenia, przestawała ją interesować.
— Ach, tak czasem mam po prostu. Nie lubię ludzi...
Musiał sobie przerwać. Nie chciał dyskutować o swoim charakterze. Chciał iść. W ręku już trzymał słuchawki. Wiedział, że dziewczyna się nim nie interesuje.
— Muszę iść, bo wstaję jutro rano bardzo wcześnie. Jadę dokądś. Zresztą nie żałuję, nie lubię alkoholu.
Dziewczyna coś powiedziała, jednak on jej już nie słuchał. To prawda, nie lubił alkoholu. Nie wiedział, dlaczego w ogóle czasem pił. Pod wpływem wódki stawał się smutny, tak, jakby jego pewność siebie topniała. Poza tym lubił trzeźwo myśleć.
Wsadził słuchawki w uszy, włączył pierwszą lepszą piosenkę i ruszył przed siebie Plantami na najbliższy przystanek tramwajowy. Linia 18 jeździ o tej porze co około 20 minut, autobusy do domu z pętli co około 15 minut. Miał nadzieję być w domu za 45 minut. Na przystanku było kilkanaście osób. Nie zwrócił na żadną zbytniej uwagi. Stanął nieco z boku i oparł się o słup. Znikąd po jego prawej pojawił się jakiś pan w jasnobrązowej kurtce. Z początku jego słowa były niesłyszalne.