— Dziękuję... Będę się za pana modlił.

Nieznajomy odszedł w swoją stronę. Ludzie na przystanku wydawali się nie zwracać uwagi na całe zajście.

Wyjął z powrotem słuchawki. Zaczęła lecieć smutna piosenka. Chciało mu się płakać. Uważał, że taka drobnostka jak pożyczenie pieniędzy na bilet powinna być oczywista. Ludzie czasem zadłużają się u społeczeństwa, a on właśnie spłacił, choć po części, swój dług.

Tramwaj miał przyjechać za dwie minuty. Ludzi na przystanku zaczęło przybywać. Nagle po drugiej stronie ulicy ujrzał parę. Wydawali się o czymś rozmawiać. Byli niczym dwie czarne postaci na tle lampy ulicznej. Nie słyszał, co mówią. Po chwili zrozumiał, że coś jest nie tak. Kłócili się. Dziewczyna zdawała się płakać. Chłopak próbował ją uspokoić. Trzymał ją, czasem się schylał. Prawdopodobnie płakał. Chciała odejść. W tle leciała smutna piosenka. Całość przypominała scenę z filmu. Patrzył na nich. Nie słyszał, nie czuł, po prostu obserwował. Wydawało mu się to dziwnym doświadczeniem. Zastanawiał się, dlaczego ludzie zgadzają się na kilka, kilkanaście, a może nawet kilkadziesiąt miesięcy szczęścia wiedząc, że na koniec przyjdzie najokropniejszy dzień w ich życiu. Postanowił nigdy nie popełniać tego błędu. Dziewczyna odeszła, płacząc. Chłopak kucnął. Wydawał się załamany.

Tramwaj przyjechał. Ludzie wysiedli i wsiedli. Usiadł na siedzeniu w tylnej części pojazdu. O tej porze jechało mało ludzi, ryzyko konieczności ustąpienia miejsca było minimalne. Miał pesymistyczne myśli. Nie wiedział, że biorą się z jego uczuć, a czuł się załamany. Przejechał w bezruchu kilka przystanków.

Kiedy dojeżdżał do pętli, do tramwaju weszła pani, ubrana w szlafrok i klapki. Za nią wszedł pan z butelką piwa w ręku. Ona chciała gdzieś jechać, komuś pomóc. Mężczyzna przytrzymywał drzwi do tramwaju. Próbowały się zamknąć, lecz ten je odpychał. Co kilka sekund było słychać charakterystyczne buczenie. Pan stanowczo sprzeciwiał się ucieczce pani. Ich kłótnia obracała się wciąż wokół tego samego tematu. Gdyby nie konieczność trzymania drzwi, mężczyzna prawdopodobnie siłą wyciągnąłby kobietę z pojazdu.

Siedział na tylnym siedzeniu. Był bardzo zmęczony. Cała scena wydawała się niezrozumiałą, absurdalną i surrealistyczną komedią. Nie podążał za biegiem dyskusji obu osób. Miał coraz bardziej przygnębiające myśli. Nie miał nawet siły wrócić do domu, co dopiero iść spać. Zasypianie wydawało się nadludzkim wysiłkiem. To był pierwszy z wielu takich dni, które miały dopiero nadejść.

Dwoje ludzi dalej dyskutowało. W końcu podszedł do nich jakiś pasażer i zrugał ich za przytrzymywanie drzwi, które musiały się zamknąć, by tramwaj mógł ruszyć dalej. Mężczyzna postanowił jechać z kobietą.

Nie widział, gdzie wysiedli. Podczas całego zajścia siedział w bezruchu. Nie był już w stanie uchwycić więcej bodźców tego wieczoru. Chciał jak najszybciej znaleźć się w domu i położyć spać, byle tylko zakończyć ten dzień. Gdy dojechał do pętli, zauważył, że padało. Było mu wszystko jedno, czy się zmoczy. Pojedynczy ludzie biegali po pętli, wskakując szybko do czekających pojazdów. Autobus odjeżdżał za dwie minuty. W samą porę. Powolnym krokiem wsiadł do niego i ciężko usiadł na jednym z siedzeń. Kraków powoli oddalał się za zasłoną deszczu, ciemności i smutku.

Justyna Pietrzak, Treści wyrwane życiu