— Wiesz, co jest fajne? Że postrzegamy świat na zasadzie kontrastu, jesteśmy strasznie różne, mamy inne spojrzenia, zdania...

— A jesteśmy sobie tak bliskie? To chciałaś powiedzieć? — z udawanym znużeniem podsunęła Diana.

— No właśnie, o to mi chodziło! No dobrze, dobranoc. — Posłały sobie uśmiechy w ciemności i jeszcze chwila musiała minąć, zanim uporządkowały pobudzone myśli i zasnęły.

*

W zamyśleniu wpatrywała się w nieustannie przemierzaną przez ludzi ulicę. Obserwowała każdą pojedynczą osobę i wszystkich jednocześnie, jakby w przeświadczeniu, że jednostka jest obiektem zgoła różnym, niżby ten, którego umiejscowić trzeba w grupie i odbierać pod kątem całości. Wystukiwała rytm przebiegu swych myśli, uderzając cicho palcami w blat kawiarnianego stołu. Były na nim kawa, rumiany croissant, książka Chmielewskiej i notesik otwarty na zapisanej stronie.

Słowa były niepokojące, niejednoznaczne, wcale niełatwe...

Przemierzamy wszyscy ścieżki obrane przypadkiem. Zdani na los czy zaufanie w wierze. Pewnie są też „giganci”, z wyboru idący w swą stronę. Wszystko mają poukładane i przemyślane, nie robią na nich większego wrażenia okoliczności, sytuacje zmienne. Mają jasną, konkretną wizję, nie pozwolą sobie zniszczyć własnego wyobrażenia o świecie. Jak buldożer posuwają się naprzód, pewnie, bez zahamowań. Twardzi są, nieustępliwi. Chociaż ja dostrzegam w nich, oprócz pragnień i siły, przestrach i niepewność przed światem i tym, że może zaskoczyć, że mogą stracić nad nim kontrolę. Dlatego nie odwracają się na nic pomiędzy tym, co teraz potrzebne i ważne, a tym, co jawi się celem krótko czy dalekosiężnym. Wolą się odgrodzić, jakby wmawiając sobie, że są niepogubionymi panami własnego losu. Może ich zdecydowanie rodzi się z przeświadczenia o zgodności własnych wartości z moralnymi zasadami życia. Cóż złego może się wydarzyć, czy mogą się zgubić, opierając się na drogowskazach? Przecież to nasza dusza konstytuuje egzystencję! Ci, którzy mają świadomość, że świat istnieje z nimi i poza nimi, mają prawo czuć się zagubieni ale niekoniecznie, bo mogą właśnie na tym opierać swoje decyzje, każda będzie słuszna, bo większość i tak potoczy się swoim torem. Można iść z wyboru, można pod presją, przodem, tyłem i jakkolwiek, byle iść. Czy wystarczy, jako dowód, spojrzenie za okno na ulice i na życie, przemieszane tak bogato, przeplatane tak przekornie? Tym dowodem my jesteśmy i choć naszym jest udziałem życie, nigdy go nie zrozumiemy...

— Co tam piszesz? — odezwał się dobrze znany jej głos.

— Bazgrzę tylko tak do kawy — odparła, powoli wracając do świata rzeczywistych bodźców.

— Na osłodę?