— Aamm, przesłodziłam, no niestety musiałam trochę zrównoważyć bilans. — Zmarszczyła ironicznie brwi.
— Słodko-gorzko?
— I z goryczą! — Zaśmiała się, wstając na powitanie.
— Cześć, nie śmiałem podchodzić by nie przeszkadzać, ale... — Zmieszany, nie wiedział, jak dokończyć.
— Ale co się stało? — Usiadła, wskazując zachęcającym gestem krzesło obok i uśmiechnęła się ciepło.
— Wpadniesz do nas dzisiaj? — Zapytał z oczyma przysłoniętymi jakby mgłą, wyczekując odpowiedzi, która nagle przez fakt oczekiwania urosła do rangi „ważna, znacząca” — spuściła wzrok i z przykrą świadomością stwierdziła, że już na zawsze ich kontakty naznaczane będą innym — trzecim życiem. I, że człowiek, chcąc nie chcąc, powiązany jest z drugim człowiekiem, a relacje nigdy nie są przejrzyste, zawsze kryją w sobie zawirowania, cudem dające się pogodzić, a jednak występujące. Sami... nie istniejemy. Dość, dość — zaalarmował ją wewnętrzny głos. Melancholia, jak wyczytała w którymś z tekstów Tischnera, to rozpacz, która nie zdążyła dojrzeć. I na całe szczęście, że jeszcze nie zatwierdziła się w pełni, ale nie powinna jej w ogóle dosięgać w okolicznościach, w których powinna być naczelnym wodzem nadziei i pocieszenia. Chyba wolała, żeby melancholia była tylko stanem niedojrzałej radości — wtedy byłaby nadzieja, że, jak już przeminie, poczuje się szczęśliwa. Teraz, w każdym razie, musi wziąć się w garść i siłą odsunąć ją na bok — podniosła spojrzenie na Karola i szybko, z przekonaniem, odparła:
— Oczywiście, że wpadnę! — i ciszej dodała — Jak ona się czuje?
— No, no, właśnie, mam wrażenie, że wszystko ją nuży dzisiaj. — Z trudem wydobyty głos wszedł na nienaturalnie wysokie rejestry, ujęła więc jego dłonie w swoje i ściskała mocno, nie pozwalając mu się załamać.
Odetchnął i dokończył. — Mam wrażenie, że w jej oczach nie widzę już nawet żałości czy smutku, a... obojętność. — Wyrzucił z siebie słowa, których bał się wypowiadać, jakby nie chcąc, by mogły okazać się prawdą. — Wiem, że bywasz u niej bardzo często, choć sama masz ostatnio... ciężko, ale zawsze pojawia się w jej oku błysk i...
— Wiem, wiem co to za błysk, przyjdę i postaram się przychodzić codziennie. Po prostu… Rzeczywiście ostatnich kilka dni było bardzo trudnych i nie byłam w stanie jej wesprzeć, tak jak powinnam. Przepraszam. — Próbowała powstrzymać łzy. — Będę u niej dzisiaj około 16.00.