Poczekała, aż odejdzie. Starała wziąć się w garść i wiedząc, że nie może tak stać wiecznie, lekko zapukała, wydawało się jej, że nie wywołała żadnego dźwięku, ale nie była w stanie zrobić tego ponownie, uchyliła tylko drzwi nieznacznie i zajrzała do środka. Julia leżała na łóżku w tej samej pozycji, co tydzień temu. Widok przyjaciółki rozdarł jej serce, weszła i zamknęła drzwi.

— Diano — rozległ się cichutki głos. Odwróciła się i spojrzała w zamknięte jeszcze przed chwilą oczy Julki.

— To ja, myślałam, że śpisz.

Przysiadła na skraju łóżka, ale Julka nakazała jej żartobliwym gestem zbliżyć się i rozsiąść wygodniej.

— Dlaczego przyszłaś? — Zapytała przekornie, nie miała łatwo i też nie zamierzała nikomu nic ułatwiać.

— Stęskniłam się za Tobą!

— Powinnaś się przyzwyczajać, za niedługo będziesz musiała się z tym pogodzić — odparła z wyrzutem, naburmuszona.

Diana uśmiechnęła się ciepło i chwyciła dłonie przyjaciółki, potrząsając nimi przy każdym słowie.

— Po pierwsze, kochana, nie toleruję takiej zgorzkniałości! Z każdym rozstaniem z Tobą nie umiem się pogodzić. Tak było od czasu, gdy jeszcze musiałyśmy wszystko robić razem i tak będzie zawsze. Zresztą nic takiego już nie nastąpi.

— Nie nastąpi, jeśli będziesz mnie często odwiedzać, — przerwała ze śmiechem — bo czekanie na ciebie podtrzymuje mnie przy życiu, nie żartuję! — zaznaczyła, widząc minę przyjaciółki. — Całe życie na coś czekamy, życie samo w sobie to jedno wielkie czekanie, dobrze jest, kiedy ma się na co czekać! — Przemawiała z żarem w oczach.