Pomyślał więc o tym i teraz, wychodząc wolnym krokiem z tramwaju. Jego kontemplacje przerwały jasne promienie zachodzącego, jesiennego słońca, które, przedostając się pomiędzy rozłożystymi liśćmi starego kasztana, postanowiły uprzykrzyć mu i tak już jeden z najgorszych dni życia.

No właśnie, gdzie pójść kiedy nawet przyroda jest złośliwa — pomyślał, znając doskonale odpowiedź. Zwykle, kiedy jego dzień nie należał do najlepszych, chował się w swoich myślach. Zastanawiał wtedy nad książką, którą teraz czyta, nowym pomyśle na powieść, układał wiersze, opisywał rzeczywistość najbardziej poetycko, jak się tylko dało. Zawsze bardzo absorbowało go znajdywanie nowych, hipotetycznych rozwiązań na ludzkie problemy. Projektował idealne miasta, idealny system edukacyjny, perfekcyjne ułożenie kuchni lub najwygodniejsze umiejscowienie przycisków na klawiaturze. Realia w porównaniu do wizji zawsze wyglądały nudno, szaro i przytłaczająco.

Schodząc w dół ulicy, którą tak dobrze znał z dzieciństwa, nawet nie próbował walczyć z czarnymi myślami, które jego mózg sączył zamiast glukozy, tworząc jedną wielką parodię ułożonej i przejrzystej świadomości. Przychodząc tu, pomyślał, że znajome ulice i zaułki będą dla niego kojące. Nie poczuł jednak nic.

Dlaczego dorastając w cichej i spokojnej okolicy, mając najlepszą edukację i wszystko pod dostatkiem — pomyślał, choć całe popołudnie nie chciał zadawać tego pytania — wyrosłem na nieudacznika, bez domu, dzieci, super samochodu, dobrej pracy. Nawet moja dziewczyna woli ludzi, którym się powodzi. Dlaczego sukces tak bardzo wszystkich interesuje? Bardziej niż poczciwe życie, nawet bardziej niż to, kim jesteś. Przecież znam ją tak dobrze, tak się świetnie zawsze dogadujemy. Nigdy nie mieliśmy wielkich kłótni ani nieporozumień. Naprawdę myślałem, że jest idealnie. Co więc jest nie tak? Po prostu się znudziła. Może chciała zobaczyć, jak to jest przebywać z kimś, kto właściwie jest w stanie coś załatwić, należycie się nią zaopiekować. Pewnie on jeździ super samochodem, jest atrakcyjny, nie woli po romantycznej, domowej kolacji czytać książki, tylko uprawiać seks, na pewno potrafi ugotować coś lepszego niż przypalone spaghetti z torebki albo przynajmniej potrafi wziąć do wystawnej restauracji. Tak. Rozumiem. Mogła mieć mnie dość, jednak zawsze miałem wrażenie, że odnajdywała się w tym związku. Zna mnie na tyle, że wie, że jakby odeszła, mój świat by się zawalił. Może poszukuje swojego szczęścia oddzielnie. Może to raczej okaz miłości? O, no tak, to tutaj. Pomalowali bramkę?

Nie omieszkał wyładować swojego rozgoryczenia, aż dwa razy naciskając przycisk domofonu. Co więcej upewnił się, że wciskał go tak, że ani centymetr gumowego przycisku nie wystawał ponad obudowę. Był zły. Z pierwszym rzutem oka zrozumiała to też jego matka, wychodząc, by otworzyć mu bramkę.

— Czemu nie mówiłeś, że przyjdziesz? — zapytała mama, podając mu duży kubek czarnej, świeżo zaparzonej herbaty. — I czemu nie wziąłeś ze sobą Karoliny? Tak dawno u nas nie byliście...

— Zrobiła sobie babski wieczór z koleżankami, więc pomyślałem, że przyjdę — skłamał. — Zupełnie zapomniałem zadzwonić...

— Nie powiem, że to nie w twoim stylu — rzekł ojciec, unosząc oczy znad gazety, która, pomimo wizyty syna, wydawała się bardziej interesująca. — Jak ci idzie praca nad nową publikacją?

— Nie najlepiej, nie mam ostatnio natchnienia, a zostały mi tylko dwa tygodnie.

— Mówiłem, cholera, żebyś został inżynierem, taki byłeś zdolny — wykrztusił ojciec, nie kryjąc urazy.