— Zbyt długo był pan w wojsku francuskim, aby nie stać się zupełnym Francuzem, nie wątpię o tym, drogi panie.

Prefekt wymówił te ostatnie słowa z uroczystym naciskiem.

Nie jest to dla Korsykan zbytnim komplementem, kiedy im ktoś przypomina, że należą do Wielkiego Narodu. Chcą być narodem dla siebie, a pretensję tę usprawiedliwiają dość dobrze, aby im ją można było przyznać. Orso, nieco dotknięty, odparł:

— Czy myśli pan, panie prefekcie, iż aby być człowiekiem honoru, Korsykanin potrzebuje służyć w armii francuskiej?

— Z pewnością nie — odparł prefekt — nie to bynajmniej miałem na myśli. Mówię jedynie o pewnych obyczajach, z których nie wszystkie są takie, jakich mógłby pragnąć zarządca tego kraju.

Prefekt położył nacisk na słowie „obyczaje” i nadał swemu obliczu wyraz największej powagi, na jaki mogło się ono zdobyć. Wkrótce potem podniósł się z miejsca i pożegnał, unosząc przyrzeczenie, że miss Lidia raczy odwiedzić żonę jego w prefekturze.

Po jego odejściu miss Lidia rzekła:

— Trzeba mi było wybrać się aż na Korsykę, aby się dowiedzieć, co to „prefekt”. Ten wydaje się wcale miły.

— Co do mnie — odparł Orso — nie mogę tego powiedzieć; wydał mi się dość szczególny ze swoją uroczystą i tajemniczą miną.

Pułkownik utonął już w drzemce zbliżonej do prawidłowego snu; miss Lidia rzuciła okiem w jego stronę i rzekła, zniżając głos: