— A ja uważam, że on nie jest tak tajemniczy, jak pan utrzymuje, mam bowiem wrażenie, żem go zrozumiała.
— Jest pani niewątpliwie bardzo przenikliwa, miss Nevil, ale jeżeli pani dopatrzyła się jakiejś głębi w tym, co on tu powiadał, musiała pani chyba włożyć w to dużo dobrej woli.
— Hm... nie sądzę, ale... panie della Rebbia, chce pan, bym panu dała dowód mej przenikliwości? Jestem po trosze znachorką: wystarczy mi widzieć kogoś parę razy, aby znać jego myśli.
— Mój Boże! Przeraża mnie pani. Jeżeli pani umie czytać w moich myślach, nie wiem, czy powinienem być z tego rad, czy zmartwiony.
— Panie della Rebbia — ciągnęła miss Lidia, rumieniąc się — znamy się dopiero od kilku dni, ale na morzu i w barbarzyńskich krajach — daruje mi pan, mam nadzieję... — zatem, w barbarzyńskich krajach przyjaźń zawiera się szybciej niż na posadzce salonów... Nie zdziwi się pan zatem, jeśli ośmielę się mówić do pana jak przyjaciółka, o rzeczach nazbyt może osobistych, do których ktoś obcy nie powinien się mieszać.
— Och, niech pani nie używa tego słowa, miss Nevil; tamto było mi o wiele sympatyczniejsze.
— Dobrze więc! Zatem, winnam panu powiedzieć, że nie starając się przeniknąć pańskich tajemnic, mimo woli poznałam je, po części, i że są w nich rzeczy, które mnie martwią. Wiadome mi jest nieszczęście, które dotknęło pańską rodzinę; mówiono mi wiele o mściwym charakterze pańskich ziomków i ich sposobie szukania pomsty... Czy nie do tego prefekt czynił aluzję?
— Jak to, pani, miss Lidio, może myśleć!... — To mówiąc, Orso pobladł jak śmierć.
— Nie, panie della Rebbia — przerwała — wiem, że pan jest gentlemanem i człowiekiem honoru. Powiedział mi pan sam, że w pańskim kraju już tylko prosty lud uznaje vendettę... którą podoba się panu nazywać formą pojedynku...
— Czy sądzi pani, że byłbym kiedykolwiek zdolny stać się mordercą?